Pismo Związku Polaków na Łotwie

Jak świętować po katolicku?

Obchodzimy różnego rodzaju święta i wydawałoby się, że świętować każdy potrafi. Jednak nie jest to takie oczywiste. Ze świętami bowiem jest jak z urlopem. Ogromnie jesteśmy zmęczeni... po urlopie...

Już od Wszystkich Świętych miasta stroją się w bożonarodzeniowe światełka. Jest kolorowo. Czuć gorączkę zakupów. Jeszcze nieśmiało, ale z dnia na dzień pęcznieją koszyki w supermarketach. W środku Adwentu grają kolędy. Takie jest prawo rynku. Piszę "grają", bo nie śpiewają; bóg handlu wcale nie chce uczyć katolików tekstu. To nie jest w jego interesie.

Niestety, ta radość udziela się także wierzącym. Adwent stał się karnawałem, festynem, igrzyskiem dla ludu. A czym jest, czy raczej czym musi być, aby był Adwentem?

Adwent jest to bogaty w symbolikę, czterotygodniowy okres przygotowań do Bożego Narodzenia. Teologicznie czas ten wyraża oczekiwanie Kościoła na podwójne przyjście Chrystusa. W pierwszym okresie akcent położony jest na ostateczne przyjście Chrystusa na końcu świata. Ostatni tydzień natomiast bezpośrednio przygotowuje do narodzenia Chrystusa, przez które Bóg wypełnia wszystkie obietnice złożone w historii. Faktem jest, że zatracono pokutny charakter przygotowania do Bożego Narodzenia. Przyjęto wersję światową. Jest miło, aż chce się robić zakupy! A jednak jest coś nie tak z tą adwentową wesołością. Z doświadczenia wiadomo, że czekanie zwykle wiąże się z niepokojem. Początkowe podekscytowanie ustępuje niepewności. To tak jak zakochany chłopiec czeka na swoją dziewczynę albo przyjaciel umawia się z przyjacielem. Antoine de Saint-Exupéry w "Małym Księciu", opisując radość oczekiwania i radość Adwentu, mówi o przygotowaniu, o pewnym obrzędzie: "Lepiej jest przychodzić o tej samej godzinie. Gdy będziesz miał przyjść na przykład o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę odczuwać radość. Im bardziej czas będzie posuwać się naprzód, tym będę szczęśliwszy. O czwartej będę podniecony i zaniepokojony: poznam cenę szczęścia! A jeśli przyjdziesz nieoczekiwanie, nie będę mógł się przygotowywać... Potrzebny jest obrządek.

– Co to znaczy "obrządek"? – spytał Mały Książę.

– To takie coś całkiem zapomnianego – odpowiedział lis. – Dzięki obrządkowi pewien dzień odróżnia się od innych, pewna godzina od innych godzin".

Treść Adwentu ma wymiar nie tylko historyczny, ale również eschatologiczny. Żyjemy w pewnym napięciu wobec "już" i "jeszcze". Adwent oznacza – jak nauczał błogosławiony Jan Paweł II – zbliżanie się zbawienia, oznacza chwałę Boga na ziemi. Czy wspomniany na początku światowy obrządek przygotowań jest na chwałę Boga na ziemi? Można zapytać, według jakiego obrządku przygotowują się dzisiaj wierzący na przyjście Pana? Czy ma on coś wspólnego z Bożym Narodzeniem? Albo czy ma on coś wspólnego z drugim przyjściem Pana, wszak ono jeszcze przed nami?

Nie ma gotowej odpowiedzi dla wszystkich. Dla każdego z nas odpowiedzią jest nasze życie... Całe życie jest w końcu adwentem na przyjście Pana. Życie zaś to nie festiwal rozkoszy, to nie karuzela przyjemności. Życie to walka o sens, o wartości, to nieustanna wyprawa w wysokie góry po samego siebie, po szacunek do samego siebie.

I co zrobiliśmy z tym Adwentem...? Zamieniliśmy szczęście na pogoń za szczęściem, a pokój ducha na chwile zapomnienia czy raczej zapamiętania w zakupach. I jakby na ironię zwieńczeniem tych zakupowych "szczęśliwości" staje się ten Dzień, na który tak zapobiegliwie przygotowywaliśmy naszą rodzinę, nasz dom, nasz stół. Wigilia przybywa do nas na białym obrusie: z białym opłatkiem i pustym talerzem. I tu smutna konstatacja. Coraz częściej ten pusty talerz jest naprawdę pusty pustką naszych wyjałowionych serc. A może zabraknie kolęd przy stole. Po co...? My w najradośniejszym świątecznym czasie możemy okazać się bardzo zmęczeni, bo nasłuchaliśmy się kolęd w Adwencie, w supermarkecie...

I tacy zmęczeni z trudem dożywamy do św. Jana (27XII). Znów nam przybyło kilka kilogramów. Program telewizyjny tego roku był bardzo nudny – narzekamy. Dobrze, że już po świętach! Przydałby się teraz urlop wypoczynkowy. Święta, święta i po świętach... Oto znów okazało się, że nie umiemy świętować. Czy ktoś mógłby pochwalić się sztuką świętowania Bożego Narodzenia? A przecież Bóg uczy nas tej sztuki od pierwszych stron Biblii: "Pamiętaj, abyś dzień święty święcił!". Abyś oddał chwałę Bogu na ziemi.

Czym jest świętowanie? To zwyczajna rozmowa z Bogiem, pokorne pochylenie serca przed Dzieciątkiem Jezus. To czas, by złożyć w dłoniach Narodzonego nasze ludzkie sprawy i nasz los. To jest istota chrześcijańskiego świętowania. Chrześcijanin nie może pozwolić sobie na luksus wyręczenia siebie w tym względzie przez mass media, supermarkety, agencje reklamowe. One "świętując" Boże Narodzenie, tak naprawdę mają na celu wyłącznie własny interes. Boże Narodzenie jest okazją polepszenia koniunktury na rynku, poprawienia wizerunku firmy, uzyskania określonych profitów. Celem świątecznych zabiegów świata nie jest chwała Boża. Nie jest to zatem świętowanie. W istocie takie "święta" są tylko rozrywkowe i.... męczące. A przecież można by przy Bożym Dzieciątku wypocząć – uwolnić ducha, uciszyć serce, nakarmić ciało. Uczynić Boże Narodzenie chlebem – Betlejem. Tak jak Maryja i Józef.

Świeckie Boże Narodzenie jest jedynie szopą. Nie ma w niej Boga. Dlatego w niektórych krajach na kartkach bożonarodzeniowych nie umieszcza się radosnych słów: "Merry Christmas!". Zastąpiono je innymi życzeniami – na każdą okazję: "Happy Season!". Także po polsku życzenia na Boże Narodzenie brzmią coraz częściej: "Wesołych Świąt!" – nie wiadomo jakich...

Nasze Boże Narodzenie jest inne. Pośrodku stajenki w żłóbku leży święte Niemowlę. Jest Maryja i Józef. Jest też gwiazda i anioł. W pewnej chwili do nielicznych świadków wydarzenia dołącza mnóstwo zastępów niebieskich, wielbiących Boga. Po jasełkach przychodzi czas na dzielenie się radością. Ale żeby się dzielić, najpierw trzeba uczynić to, co Maryja:

"A Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu". To właśnie znaczy świętować?

o. W. Wiśniewski