Pismo Związku Polaków na Łotwie

TADEUSZ ZUBIŃSKI

Rok tradycyjny w krajach bałtyckich

Grudzień

W świecie bałtyckim już panuje sroga zima i zbliża się wyczekiwany czas wielkich świąt. Trzy narody – Łotysze, Estowie i Liwowie bardzo uważnie przypatrywali się drzewom w dniu Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Jeśli na drzewach zalegał okazały szron, to w zależności od okolicy przewidywano albo bogaty albo biedny nadchodzący rok. Nazwy polska "grudzień" i litewska "gruodis", nawiązują do grud śniegu, lodu, w ogóle ziemia zamarza wówczas na grudę. Na Żmudzi na wigilijnym stole miejsce polskiego karpia zajmuje pieczony w specjalnej zalewie octowej, mocno przyprawionej pieprzem, śledź. Słodkim dodatkiem są małe ciasteczka z makiem, kaledukai. Do kościoła idzie się dopiero w pierwszy dzień Świąt i po kościele dopiero też wręczane są prezenty. Ogólnie na katolickiej Litwie Boże Narodzenie i litewskie kalėdos – ta sama nazwa słowiańska zapożyczona, czyli koliada – kończy 4-tygodniowy post adwentowy. Pierwszym dniem jest Wigilia, po litewsku kučios, której nazwa też wywodzi się z języków słowiańskich, od kutja, bądź kutia.

Oczywiście potrawy są postne, pod biały obrus wsuwa się siano, a w kącie izby stawia się choinkę. Wieczerza wigilijna jest świętem rodzinnym bez udziału gości. Ważnym punktem programu wieczerzy jest wystąpienie kogoś starszego z grona zgromadzonych, który przypomina zebranym, że są jedną rodziną i że powinni się wzajemnie wspierać i kochać. Wszyscy dzielą się opłatkiem, po litewsku kalėdaitis i wręczają prezenty. Niezbędnym daniem wigilijnym jest kutiakučia, taka sama jak nasza kresowa, ale w ostatnich czasach bardzo zyskuje na znaczeniu inna potrwa, śliżyki, po litewsku kučiukus, to znaczy kawałeczki postnego ciasta, które jada się z makowym mlekiem lub kisielem. W dawnych czasach na Litwie podawano na stół wigilijny 13 potraw, co jest czytelnym nawiązaniem do 13 miesięcy księżycowych, ale pod wpływem kościoła przyjął się apostolski tuzin.

Jednak bardziej poetyccy są w tej mierze Łotysze, i dodajmy również Łatgalczycy, gdyż swój oficjalny "decembris" także określają obrazowo jako vilku mēnesis – wilczym miesiącem. Kronikarz pastor Paul Einhorn w XV wieku odnotował, że Łotysze w grudniu, w owym wilczym miesiącu, mniej więcej około Bożego Narodzenia, składali na rozstaju dróg przy zachowaniu szczególnie pogańskiej obrzędowości wilkom kozę na ofiarę. Wierzono, że ta dobrowolna ofiara zabezpiecza trzodę od tych drapieżców na cały nadchodzący rok. U Łotyszy Barbes Diena, lub Barbanas Diena, jest świętem obchodzonym 1 grudnia, związanym z płodnością owiec i dobrym odchowaniem się jagniąt. W tym dniu zakazane było posługiwanie się igłami i innymi ostrymi przedmiotami, zaś preferowaną potrawą były pierogi. W okresie Bożego Narodzenia, łotewskie "Ziemassvētki", dosłownie święta zimowe, obywały się parady kolędujących przebierańców w maskach żurawia, konia, kozy, niedźwiedzia, śmierci – ciągnące do chaty do chaty. Wierzono, że nawet najbardziej nachalnych kolędników należy przyjąć i ugościć, gdyż w przeciwnym razie może dany dom w przyszłym roku spotkać jakieś poważne nieszczęście.

Także w protestanckiej części Łotwy znana jest wieczerza wigilijna. Oczywiście potrawy nie są tu postne: szary groch, kapusta, różne gatunki kiełbas, świński ryjek albo cała głowizna, ubiera się też choinkę. W ten szczęsny czas trzech dni świątecznych i wróżebnych zarazem raczono się bobem, grochem i świniną, a duchy domowe częstowano chlebem, piwem i solą. Reliktem pogańskim, spotykanym do dziś zarówno u Litwinów jak i u Łotyszy, jest praktykowany w noc Bożego Narodzenia lub w ostatnim dniu roku, obyczaj zwany wieczorem kloca – po litewsku blukis, łotewsku bluķis stąd nazwa bluķa vakars, stąd ów kloc – symbol starego roku – zostanie uroczyście podpalony. Gromady młodych i starszych ludzi, tańcząc, figlując ze wrzawą przeciągają płonącą żagiew od domu do domu, spędzając czas na śpiewach i pokrzykiwaniach. Jeszcze u niektórych litewskich rodzin, bardzo świadomych swych narodowych korzeni, można spotkać się ze zwyczajem spalenia na podwórku albo w palenisku pieca wieńca z brzeziny, klocek, pniaku, co ma symbolizować odchodzący stary rok.

O ile wieczór kloca nie zanikł i można z nim się spotkać np. w Wilnie, to inny litewski zwyczaj sięgający wprost do aryjskiej najgłębszej przeszłości już chyba zupełnie popadł w zapomnienie. Chodzi o bardzo archaiczną figurę, proszalnego dziada, nazywanego Senelis Elgeta (Dziaduś, Żebrak), który to sakralnie nawiedzając poszczególne domy i rytualnie żebrząc przypominał domownikom ważkie wydarzenia "od początku świata".

Właśnie do świąt nawiązuje ludowa nazwa estońska grudnia "jõulukku",gdyż jõulud, to zaczerpnięta ze Skandynawii pogańska nazwa świąt przesilenia zimowego Yule. Nazwa w kalendarzu nie jest wyszukana, to prozaiczny "detsember". Tradycja estońska utrzymuje, że dawniej rok liczył sobie nie 12 a 13 miesięcy i to panowie feudalni zręcznie ukradli ten trzynasty miesiąc, aby nie płacić za jeden miesiąc podatków. Na Wigilię u protestanckich Estończyków stawia się na stół kaszankę, głowiznę i specjalną odmianę galarety tak zwaną studzieninę, tzn. duże kawałki mięsa w galarecie. Na święta Yuletide – Boże Narodzenie – wypiekano okazjonalny bochen chleba znacznych rozmiarów, rozmaicie nazywany np. wieprz Bożonarodzeniowy, na jego wierzchu odciskano różne w zależności od okolicy znaki np. klucz, broszkę albo po prostu odciskano kciuk. Ten sakralny bochen chleba przechowywano przez całe święta nietknięty, często aż do Matki Boskiej Gromnicznej, czyli do 2 lutego, aby podzielić go na kawałki, a tymi kawałkami obdzielić cały inwentarz. Przybywał estoński odpowiednik świętego Mikołaja: czerstwy staruszek z czerwonymi policzkami i długą białą brodą – standardowo wyposażony w rózgi, ale także wyposażony w worek z prezentami. Przebierańcy pojawiali się na wsiach estońskich, także w okresie Bożego Narodzenia i Nowego Roku, przy czym na Boże Narodzenie przebierano się za gęś, na Nowy Rok za kozła, a na Trzech Króli za bociana. Przy czym partia bociana była najbardziej rozbudowana, ponieważ umowny bocian w kożuchu wywróconym na lewą stronę droczył się z dziećmi, zaglądał do łaźni, udawał, że utyka, płatał różne ucieszne figle, na koniec raczono go piwem.

Najbardziej skorym do żartów był kozioł, który smagał ogonem zgromadzonych, biegał i prawdziwie po koźlemu dokazywał, a kiedy znalazł gdzieś wodę, maczał w niej ogon, zwykle pęk gałązek, i skrapiał nim obecnych, co było przyjmowane za dobrą wróżbę. Trzy narody – Łotysze, Estończycy i Liwowie bardzo uważnie przypatrywali się drzewom w dniu Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Jeśli na drzewach zalegał okazały szron, to w zależności od okolicy przewidywano albo bogaty albo biedny nadchodzący rok. Dla Liwów dzień Bożego Narodzenia był jednocześnie dniem zakończenia połowów, w tym dniu odwracano rybackie łodzie dnem do góry, podobnie czynili rybacy estońscy na wyspach. Bardzo blisko estońskiej nazwy grudnia jest fińska – "Yule-joulukuu". Niemcy również baśniowo określają oficjalny "Dezember" jako Julmond.

Styczeń

Według polskiej nazwy to miesiąc, w którym styka się nowy i stary rok, ale jego dawna nazwa to "tyczeń", jak wywodził Aleksander Brückner, bo w tym miesiącu "tyki i tyczki wówczas zaradny gospodarz przygotowywał". Styczeń po staropolsku nazywał się "ledzień", podobnie jak czeski "leden", co ma związek z lodem. Po białorusku styczeń to "studzień" od czasownika studzić.

Najstarszą ogólnie słowiańską nazwą stycznia jest "sieczeń", po litewsku zaś styczeń to "sausis"-czyli suchy miesiąc od sausas – suchy. Gdyż rzeczywiście w styczniu bywa mroźno i sucho. Polskie przysłowie powiada: "Gdy styczeń z mrozami chodzi, w kwietniu też kożuch mieć nie zaszkodzi". Niemiecka nazwa tradycyjna to – "Eismond", miesiąc lodowy, formalna – "Januar".

U Liwów bardzo ważną styczniową datą był dzień 17, dzień świętego Antoniego – patrona nierogacizny, Liwowie spożywali wówczas świńską głowę, a kości pozostałe z takowej wynosili do lasu. W tym dniu zakazane było czesanie się, w ogóle używanie grzebienia, gdyż używając grzebienia ściągało się na świnie plagę wszy, podobny przesąd był znany Estończykom, również w tym dniu zakazane były prace przy sieciach, gdyż wierzono, że w przypadku złamania tego zakazu w lecie świnie będą niszczyć wystawione do suszenia sieci.

Po estońsku w kalendarzu stoi "jaanuar", a w obyczaju trwa "näärikuu" – miesiąc nowy, miesiąc narodzin. Estońskie gospodynie na Nowy Rok wypiekały specjalne ciasto przystrojone kłosami i szyszkami – näärikak. Druga połowa stycznia jest traktowana przez Estończyków jako przesilenie, bliżej niż dalej do końca zimy. W zależności od okolicy za taką datę uchodzi dzień świętego Antoniego – 17 stycznia, kiedy to obiecywano sobie że "zima skręca sobie kark", albo na święto Matki Boskiej Gromnicznej – 02.02, kiedy to "serce mrozu pęka".

W gorącej wodzie kąpani Polacy radują się, że: "na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok", natomiast Estończycy są bardziej ostrożni, są mniejszymi od nas hurraoptymistami, deklarując, że "na Nowy Rok dnia przybywa na koguci krok".

Finowie swój pierwszy miesiąc obdarzyli krzepką nazwą "tammikuu" – miesiąc dębowy. Styczeń po litewsku to "sausis" czyli suchy miesiąc od sausas – suchy. Gdyż rzeczywiście w styczniu bywa mroźno i sucho. Dawniej ta nazwa u Litwinów odnosiła się do innej pory roku: przełomu późnej jesień i wczesnej zimy. Warto wiedzieć, że dzień 1 stycznia jest Dniem Litewskiej Flagi Narodowej.

W dniu 17 stycznia, w dzień świętego Antoniego – patrona nierogacizny, Łotysze w ogóle powstrzymywali się od roboty, gdyż to mogłoby zaszkodzić świniom. Oficjalna nazwa stycznia brzmi u Łotyszy banalnie "janvāris",ale nazwa ludowa jest bardziej opisowa i pojemna: "ziemas mēnesis" – miesiąc zimowy albo "jaungada mēnesis" – miesiąc noworoczny. U Łatgalczyków styczeń nazywa się tak powszechnie ogólnoeuropejsko – "janvars". Współczesną pisownię łotewskim nazw miesięcy zawdzięczamy Juris'owi Alunāns'owi (1832-1864) tłumaczowi, publicyście, folkloryście i językoznawcy. Zamiast poprzednich: januar, vevrar, merc mamy dziś janvāris, februāris, marts itp.

Na Litwie utrzymuje się przekonanie, iż dzień 25 stycznia jest tym dniem świątecznym, w którym węże powracają z lasów do zagród. To święto nosi nazwę Kirmeline. Hipotetycznie zdarza się, że w tym dniu nieliczni z gospodarzy mogli po raz pierwszy w nowym roku napoić mlekiem gada i z jego kondycji, zachowania, apetytu przewidzieć jaki będzie nachodzący rok. Oczywiście im gad żarłoczniejszy i żywy, tym rok zapowiadał się bardziej dostatni. W tym dniu zalecano, aby ludzie w sadach potrząsali gałęźmi jabłoni, co miało zapewnić urodzaj tego owocu i kołataniem budzili pszczoły z zimowego odrętwienia.

Luty

Po litewsku luty staje się miesiącem obietnicą, gdyż nosi całkiem nie zimową nazwę "vasaris" – wiosenny, gdyż już zapowiada wiosnę i słońce obraca się na wiosenną stronę. Łotysze na luty oficjalnie mówią "februāsis", a rodzima ich nazwa tego miesiąca to "sveču mēnesis" – miesiąc świec, czyli też czytelne nawiązanie do wspomnianego powyżej święta Matki Boskiej Gromnicznej. W połowie lutego w ludowym kalendarzu Łotyszy są obchodzone wiejskie święta Meteņi, upamiętniające przybycie na wielkich saniach wesołego bożka Metenis’a, a wraz z nim pojawienie się pierwszych oznak wiosny. Tradycyjni Łotysze witając tego bożka organizują kuligi, maskarady, parady, a tradycyjne potrawy to pieczona świńska głowa, boczek, słodkie bułeczki i owsianka. Ponieważ słońce jeszcze znajdowało się po stronie duchów, z pierwszej potrawy należało nieco uszczknąć dla duchów przodków. Święto Meteņi kończyło kobiece zajęcia związane z lnem i w dzień tego święta łotewski chłop, o ile pogoda sprzyjała, wywoził pierwszą furę gnoju na złaknione nawozu pola. Odbywał się też tego dnia – z pagórka, lub z grzbietu konia – gospodarski ogląd pól. Dla Łatgalczyków luty też znajomo brzmi: februars.

"Luty" swą nazwę wziął od "lutych" mrozów, czyli srogich, po białorusku i ukraińsku to będzie "ljutyj". U Brücknera spotykamy się z dosyć karkołomną nazwą "strzępacz", bo strzępi grudami i koleinami trakty. W starej niemczyźnie Februar- luty to "Hartmonat" albo "Hornung" – ciężki, twardy miesiąc w nawiązaniu do mroźnej pogody, a u Niemów z Południa zachowała się druga nazwa obyczajowa "Holzmonat", czyli miesiąc drewna, gdyż właśnie w zimę odbywają się leśne żniwa – wyrąb.

Znacznie bardziej poetyczną nazwą ten miesiąc obdarzyli Finowie: "helmikuu", czyli miesiąc perłowy. Luty po staropolsku nazywał się "strąpacz", bo srogo strzępi lodem, albo mięsopustnik, lub kościelnie gromnicznik, co jest nawiązaniem do obrzędów mających miejsce w tym okresie. U Estończyków "veerbruar" a potocznie "küünlakuu" – księżyc świecący od świec zapalanych w święto Matki Boskiej Gromnicznej- 02 lutego. Na Popielec Estończycy jadali grochówkę z nóżkami wieprzowymi, zaś Liwowie uroczyście otwierali beczkę z turbotem (psetta maxima). Polskie przysłowie wieszcząc przestrzega: gdy na Gromniczną taje, rzadko będą urodzaje. Dzień Matki Boskiej Gromnicznej był dniem wróżebnym, tak na przykład mieszkańcy estońskiej wyspy Saaremaa utrzymywali, iż obfite opady śniegu w to święto są zapowiedzią doskonałych połowów przez cały sezon.

Marzec

U Łotyszy odpowiednio oficjalnie "marts", a poetycko "sērsnu mēnesis" – miesiąc skorup śnieżnych, miesiąc ustępowania śniegu. Druga ludowa łotewska nazwa jest zapożyczeniem od braci – Litwinów "baložu mēnesis" – miesiąc gołębi. Jurģu Diena to dzień świętego Grzegorza 12 marca, i jest odpowiednikiem amerykańskiego Dnia Świstaka, w łotewskiej wersji świstaka zastępuje lis i po jego zachowaniu wysuwa się prognozę czy zima potrwa jeszcze dwa tygodnie. W kalendarzu łotewskich świąt ludowych pojawia się dzień świętej Gertrudy – 17 marca, które to święto przyszło na Inflanty ze Szwecji i jest znane także w południowej Estonii. Kustoņu diena, święto zwierząt inwentarskich 17 marca, inna nazwa – Ģertrūdes diena – łączyło się z pojawieniem się owadów i początkiem aktywności wzrostowej roślin, tego dnia przeganiano wróble z domostw i zagród, zakazane było tkanie lnu gdyż mogło to przywołać wilki, identyczny zakaz obowiązywał względem szydełkowania i szycia gdyż te czynności prowokowały robactwo do zainfekowania przyszłych zbiorów i krety do kopania dziur i niszczenia warzywników.

Bindus Diena jest świętem w dniu 18 marca, jako dzień po Kustoņu Diena, później zostało nazwane na cześć świętego Benedykta Binduļa diena. Pierwotnie było powiązane z pojawieniem się po zimowej hibernacji owadów. Zalecane było aby tego dnia obudzić się przed wschodem słońca, a zakazane było wylewanie wody wewnątrz stodół i innych budynków gospodarskich. Zady krów i sufity spichrzy powinny zostać starannie wymyte. Wierzono, że niedźwiedzie budzą się na ten jeden dzień, a następnego dnia znowu zasypiają. Jeśli przyniosło się tego dnia z lasu jedlinę, to trzeba było się liczyć, iż przynosi się także węże i żmije. W tym dniu nie wolno było sadzić kartofli ani kapusty. Inne wersje nazewnicze tego święta to Benedikta diena, Bimbuļu diena. Łatgalska nazwa tego miesiąca nie jest wyszukana – "marts".

W marcu Litwinów pojawia się pierwsza ptasia nazwa "kovas", co może też znaczyć gawron, gdyż w marcu przylatują gawrony. W dniu 4 marca przypada święto patrona Litwy świętego Kazimierza – Šv. Kazimiero Lietuvos głobėjo diena, stąd słynne Wileńskie Kaziuki. Na dzień 25 marca, w święto Zwiastowania Pańskiego przypada szczególne litewskie święto ludowe – dzień bociana czyli gandro šventė. Litwini utrzymują, że tego dnia przylatują bociany, bardzo przez Litwinów poważane ptaki, które na swych ogonach przynoszą pliszki. Pliszki, ptaszki malutkie, ale z wielkim charakterem, natychmiast przystępują do kruszenia lodów. Bocianie święto jest dniem w którym należy się powstrzymać od pracy, wieśniacy litewscy wychodzą na pola aby obejrzeć oziminy, tego dnia niczego nie pożyczają, aby im inwentarz nie chorował. W tym dniu sąsiedzi się odwiedzają i wybierają się na przechadzki aby podziwiać bociany. To powstrzymanie się od wykonywania pracy nie dotyczy tylko ludzi, ale obejmuje także ptaki, drób tego dnia nie znosi jajek a ptactwo niebieskie przerywa wicie gniazd, tak przynajmniej wierzą ludzie w okolicach Wilna. Ważniejsze jest, że bocian w ludowej litewskiej mitologii był uważany za posłańca Boga i strzegł dusze zmarłych. Bocian w symbolice chrześcijańskiej znamionuje troskliwą i bezinteresowną miłość.

Polski "marzec" wprost pochodzi od rzymskiego Martius, miesiąc poświęcony bogowi wojny Marsowi. Dla polskiego chłopa marzec to czas siewu. Polskie rolnicze przysłowie na marzec poucza: Benedykt w pole z grochem, Wojciech z owsem jedzie, Stanisław ze lnem a Filip tatarkę wywiezie. Inne polskie przysłowie przestrzega: Bywa, że marzec się tak zasadzi, że dwa kożuchy założyć nie zawadzi. Po staropolsku to także wyprzedzająco brzezień, nazwa pochodzi nie tyle od samej brzozy ile od soku brzozowego, który w tym czasie zaczynano pobierać, co potwierdza białoruska nazwa sakawik. Po czesku podobnie – brzezen, w ludowej niemczyźnie radosne nazwanie "Lenzmond" – lirycznie wiosenny a odpowiednio w oficjalnym kalendarzu "März", a po estońsku urzędowo "märts", zaś nazwa starożytna, ludowa i postkatolicka bo "paastukuu" – miesiąc postu. 25 marca, gdy kończył się okres kobiecych prac pod dachem, kobiety estońskie świętowały popijać nalewkę na spirytusie, koniecznie w kolorze czerwonym, nazywaną "Rumieńcem Marii Panny", po estońsku Maarjapuna. Jako realny początek wiosny u Estończyków jest traktowany dzień, a właściwie noc, gdy jajko położone na płocie bez szwanku przetrzyma cały dzień i całą noc, wtedy można rozpocząć prace polowe a dziewczęta mogą zaczynać sypiać na lofcie czyli na strychu spichlerza*, ogólnie poza domem. Obywa się wówczas obrzęd – zabawa przekazania dziewczętom klucza przez chłopców z przyśpiewką nieco frywolną, ale bardzo życiową: Oto wasz klucz, weźcie go, ale otwórzcie nim nam drzwi, kiedy do was zapukamy.

Z pierwszym wiosennym grzmotem, jaki usłyszał dawniej Estończyk, łączy się przesąd. Otóż słysząc taki pierwszy grzmot należało trzykroć uderzyć się głową o kamień, aby głowa stała się twarda jak ten kamień, a to miało właściciela takiej "kamiennej" głowy zabezpieczyć przez cały nadchodzący rok od uderzenia pioruna. Podobny zwyczaj był znany też u części Słowian, np. Ukraińców oraz u Ormian. Fińska nazwa marca – "maaliskuu" – miesiąc malowany może odnosić się do zmienności aury.

* Klasyczny spichrz w zamożnych chłopskich chutorach w krajach bałtyckich, podobnie jak skandynawski loft, był piętrowy, przy czym izba na piętrze, często z ganeczkiem służyła do przechowywania ubrań, narzędzi a latem jako panieńska sypialnia, a także jako izba gościnna.