Pismo Związku Polaków na Łotwie

Dzień Polonii po naszemu

Mamy wniosek!

2 dzień maja – Święto Polonii – każdy obchodzi, jak potrafi: jedni wychodzą z biało-czerwoną na ulice, inni słuchają w tym dniu wyłącznie polskiej muzyki, czytają wyłącznie polskie książki, a jeszcze inni (najczęściej ci, młodzi) wybierają coś bardziej oryginalnego. Na przykład wsiadają do samochodu byle jakiego, nie dbają o bagaż, nie dbają o bilet itd. i udają się w podróż w nieznane.

Bo i co wiedzieliśmy przed przyjazdem do Rygi? Że będziemy brali udział w warsztatach pisania projektów, że poznamy młodzież polską z Rygi, że będziemy mieli dwudniowe lekcje i ćwiczenia pod wprawnym okiem trenerów i instruktorów z Polski... i to wszystko. Nikt nie przewidywał (ok, nie mówię za wszystkich) – nie przewidywałam, że dwa dni mogą dać tak wiele, że znajdę czas na takie prywatne kontemplacje na temat wagi słów: drużyna, grupa, zespół, że znów na nowo odkryję dla siebie Rygę, że będzie mnie zadziwiać, powiedzmy po naszemu, czysty język polski mieszkających w Rydze Polaków, że w końcu ktoś obudzi w takim leniu, jakim (wstyd!), ale jestem, chęć do inicjowania czegoś i, co nie mniej ważne, obudzi wiarę, że to się uda. A teraz po kolei i od początku przedstawię sens, treść i główną myśl wszystkiego – powyżej byle jak spisanego.

Uważnie słuchamy.

1 maja grupka 5 prawdziwych włóczęgów i sympatyków młodzieżowego klubu włóczęgów wileńskich w bardziej praktyczny aniżeli tradycyjny włóczęgowski sposób udała się w czterogodzinną podróż trasą Wilno-Ryga na projekt "Krok do Twojego Projektu". W pierwszych godzinach 2 maja ta sama grupka w niezmienionym składzie stawiła się na progu luksusowej (jako student mam prawo wystawiać takie kategoryczne, ale uwierzcie, prawdziwe opinie) bursy. W trochę zaawansowanych godzinach tego samego dnia wszyscy rześko zabrali się do zapamiętywania imion biorących udział w szkoleniu. Było co zapamiętywać: oprócz przedstawicieli Klubu Włóczęgów Wileńskich, do Rygi przybyli koledzy z Klubu Studentów Polskich z Wilna, przedstawiciele organizacji SIR i "Młodzi Europejczycy" z Krakowa oraz gospodarze zjazdu – młodzież ze Związku Polaków na Łotwie, za co dosłownie teraz na stojąco biję im brawa i jestem strasznie wdzięczna.

W pierwszym dniu wszyscy razem, wprost namacalnie, mogliśmy się przekonać, jak bardzo jedni drugim jesteśmy potrzebni, jak czasami w pojedynkę nie da się absolutnie nic zrobić. Bo, bądź łaskaw, przedostań się na drugą stronę pajęczyny, kiedy ani noga, ani ręka, hej, nawet włos na głowie nie może się dotknąć zawieszonych sieci. O tym, że jeden w polu nie stanowi wojska przekonaliśmy się też, próbując ustawić dwie analogiczne figury z klocek – wszystko działa tylko wtedy, kiedy jest drużyna, wspólny cel, szacunek, podział ról, odpowiedzialność, zaangażowanie – wszystko jak w życiu, w codziennej pracy, czy pracy twórczej, dajmy na to – realizacji jakiegoś projektu. Chyba najbardziej w tym ostatnim, kiedy się dostaje masę odpowiedzialności bez żadnego materialnego, kiedy wszystko trzyma się na chęci, zapale, odpowiedzialności i zaangażowaniu. Pierwszy dzień dał dobrą lekcję życia.

Piszemy projekty.

Po burzliwym wieczorze integracyjnym w łotewskiej łaźni nastąpił drugi dzień pod znakiem zajęć praktycznych. Podzieleni na małe drużyny próbowaliśmy napisać pierwsze w swym życiu (jak dla kogo oczywiście) projekty. Najlepsze w tym było to, że mogliśmy wymyślić i potem, przynajmniej teoretycznie, na papierze próbować realizować dosłownie wszystko, czym się interesujemy – od muzyki i kina do pracy na rzecz społeczeństwa. Dziwne, ale kiedy zbierają się razem młode, pulsujące umysły, mogą dosłownie w ciągu jednego dnia wymyślić, poprawnie zapisać coś, co może się stać wręcz genialnym dziełem, i kto jego wie – może nawet zapoczątkować kilkuletnią tradycję.

Wydaje się, że to tylko dwa dni, a sensu, korzyści i akcji w nich jak na całe siedem. A tak na poważnie – miały to być szkolenia o pisaniu projektów, a otrzymaliśmy coś dużo więcej – nowe przyjaźnie, pomysły, idee, zapał, wiarę, obietnice sobie i innym, że to nie pójdzie na marne.

Alicja Wolodko