Pismo Związku Polaków na Łotwie

Pięć lat w Unii Europejskiej

Dzień Unii Europejskiej w Rydze. Rewia ambasadorów unijnych w parku "Vērmanītis".

1 maja br. Łotwa (jak zresztą Polska) obchodziła 5 rocznicę przystąpienia do UE. Centralne uroczystości odbyły się w centrum Rygi w parku "Vērmanes dārzs" z udziałem prezydenta Łotwy Valdisa Zatlersa, ministra spraw zagranicznych Mārisa Riekstiņša, kierowniczki przedstawicielstwa UE w Rydze Ivety Šulce, wicemera Rygi Jānisa Dineviča, ambasadorów wszystkich państw członkowskich UE akredytowanych w Rydze i prawie 10 tys. gości.

Prezydent RŁ Valdis Zatlers (w środku z prawa) przed namiotem polskim. Obok – Ambasador RP w Rydze Maciej Klimczak z Małżonką.

Z różnorodnością historyczną, kulturową (czasem gastronomiczną) bliskich lub dalszych sąsiadów unijnych Łotwy można było zapoznać się w 20 namiotach, rozpiętych przez ambasady odpowiednich państw.

W namiocie Polski było gorąco...

Alejki namiotowe zgromadziły wprawdzie więcej interesantów, niż widownia przed estradą, z której przygrywała Orkiestra Wojska Łotewskiego, a następnie występowali dygnitarze państwowi i zaprezentowali się ambasadorzy. Może dlatego, że obecny oficjał łotewski już się opatrzył, albo też przeważała chęć wylosowania nagród w grze erudytów Unii Europejskiej pt. "Weź udział!". Wszak można było przy odrobinie szczęścia wygrać tygodniowy pobyt na greckiej wyspie Kos, wycieczki do Kopenhagi, Tallina, wylosować srebrną monetę Banku Łotewskiego "Łotwa w Unii Europejskiej", książki, wartościowe dzieła sztuki. Dla wielu zwiedzających była to w końcu rzadka okazja do zwiedzenia w ciągu kilku godzin aż 20 państw europejskich.

Do namiotu Polski trudno się było dopchać, chociaż nie było tu darmowego wyszynku piwa i nie częstowano bigosem. Zainteresowanie miejscowych Polonusów (a jest to największa na Łotwie unijna mniejszość narodowa) można było zrozumieć, ale wśród gości przeważali przecież Łotysze, Rosjanie. Przyczyn oblężenia było wiele, jedna z nich – to oczywisty fakt, że namiotowa Polska zaangażowała do obsługi najbardziej sympatyczne w namiotowej Unii dziewczyny (którym dzielne pomagały wolontariuszki ze szkoły polskiej w Rydze). Nie wiem, czy takiego zdania był również głowa państwa łotewskiego, gdy dotarł wreszcie z małżonką po dłuższej wędrówce przez park do namiotu polskiego, ale był stale uśmiechnięty.

Małżonka Ambasadora Polski, Pani Grażyna Walczewska-Klimczak (z lewej), z dzielną wolontariuszką.

Nie widziałem zresztą ostatnio tak wiele uśmiechniętych twarzy, zgromadzonych w jednym miejscu, jak 1 maja w "Vērmanītis". Nawet straż miejska, dyskretnie wyprowadzająca grupkę (studentów?) z napisami na T-shirtach "Precz z Traktatem Lizbońskim!", pobłażliwie się uśmiechała. Studenci chyba nie, bo mieli demonstracyjnie zakneblowane usta. Czyżby chcieli dać do zrozumienia, że aż tak źle jest na Łotwie z demokracją?

W przemówieniach miejscowych dostojników tłumaczono, jak, kiedy i dlaczego Łotwa przyszła do Unii Europejskiej. Odpowiedzieć na pytanie, kiedy wreszcie Łotwa stanie się Europą, nikt nie zaryzykował. Poza tym było naprawdę bardzo fajnie i słonecznie.

Na zakończenie chciałbym zdecydowanie oświadczyć (w celu zapobieżenia ewentualnym insynuacjom), że miasteczko namiotowe tym razem nie miało nic wspólnego z żydowskim świętem namiotów/ szałasów – Sukkot, czyli z potocznie zwanymi "kuczkami".

Romuald Lebedek

Europejska Unia namiotowa. Przed stoiskiem polskim tłoczno i gwarno.