Pismo Związku Polaków na Łotwie

JÓZEF PLESS

O Wojtku Siemionie

(ciąg dalszy)

Innym razem w klubie studenckim "UBAB" w Warszawie, a było to w czasach, gdy w miejscach publicznych, a więc i w klubie, obowiązywał portretowy wystrój, a Wojciech Siemion stając pod portretami Gomułki i Cyrankiewicza, mówił: – Naftową lampę urwali, łysego w związku z okupacją saksofonem bili – cała sala wybuchła olbrzymim śmiechem. Przerwał, popatrzył na studentów, a oni wszyscy patrzyli ponad jego głowę, na znane w tamtym czasie wizerunki. Rokrocznie powraca do recytacji wierszy Gałczyńskiego, przypominając o ich ponadczasowości. Najczęściej publiczność specjalnie puentowała wiersz Skumbrie w tomacie. Na przykład słowa Władysława Łokietka: długo siedziałem w tej grocie... w latach 1956, 1957 – odbierane były jednoznacznie, ale i wiersze takie, jak: chce pan naprawić błędy systemu (...) i dalej: Także szlachetny. Strzelał. Nie wyszło. Krew się polała, a potem wyschło... były odbierane jak aluzje i powodowały specjalne reakcje publiczności. Podobnie było w 1968 roku. W kabarecie "Pod Egidą", Jan Pietrzak i Jonasz Kofta: chcą coś powiedzieć o aktualnych wypadkach i co? Zwracają się do mnie. Sięgam po ukochane wiersze. Jakże wtedy dziwnie i groźnie zabrzmiały wersy "Nocy Listopadowej": Widać, jak idą! Nowym Światem rwie nawalnica, burza młodych – "Podchorążowie, hańba katom!" "Witaj jutrzenko swobody..." Hei Polacy! Na ulicę, garstka serc u waszych bram – na latarnię Targowicę! Wolność niesiem!... I tak oto znowu w poezji współczesność splotła się z historią.

Wojciech Siemion z żoną Jadwigą – "Piwką"

W 1964 roku Wojciech Siemion brał udział w chrzcie i wodowaniu statku "K.I.Gałczyński" wykonanego w Stoczni Szczecińskiej. Butelkę rozbiła i wypowiedziała formułę "pływaj po morzach i oceanach" pani Natalia Gałczyńska. Siemion stał na najwyższym punkcie dziobu i dla zgromadzonej załogi stoczni i zaproszonych na tę uroczystość gości recytował wiersz Gałczyńskiego "Ojczyzna". Po raz drugi z marynarzami statku "K.I.Gałczyński" spotkał się Siemion na spektaklu "Prochowni" w Teatrze PAYRO w Buenos Aires. Po przedstawieniu aktorzy i załoga poszli na statek i tam przez dwie godziny Wojciech Siemion mówił wiersze Mistrza Ildefonsa.

Zawsze stara się trzymać "bliżej ziemi" i chętnie spotyka się z młodzieżą: ...młodzi są obdarzeni pasją zdobywania wiedzy, ale jednocześnie – i to jest fakt optymistyczny – potrafią być czuli i wrażliwi. Tylko nieliczni pozostają niejako programowo w opozycji. Podczas spotkań opowiadał młodym ludziom o prawdzie, o jej ogromnym znaczeniu w życiu. Jednak sam przyznaje się: ...Ciągle jeszcze nie mogę odnaleźć owej subtelnej różnicy pomiędzy fałszem a prawdą. Kolejną – wręcz fundamentalną – kwestią dla sługi poetów jest znaczenie słowa. Dla każdego człowieka słowo jest oczywistością, ale też i nieprzeniknioną tajemnicą, obowiązkiem, chlebem powszednim. Wydaje się, że każdy, kto zamierza odczytać słowo, ma takie same możliwości: ...może poprawić swoje odczytywanie, odczytać słowo jeszcze raz. Aktor nie ma takiej szansy. Ma tylko jedną możliwość wygłoszenia słowa – w ściśle określonym czasie, bezpowrotnym i do określonych przez ten czas osób, ...jeśli przyjmiemy, że człowiek dąży do poznania, to słowo na pewno jest rzeczą piękną i pożyteczną. Człowiek jest ograniczony językiem, nie powie więcej niż powie język. Ale tylko język jest drogą poznania. Każda próba przekroczenia tej więzi, próba wyjścia poza język musi przynieść tragedię. Pamiętam co napisał Schulz: "Rzeczywistość jest tylko cieniem słowa, a to życie ciągle udaje, że jest w zgodzie ze słowem. Poezja codzienna pomaga nam żyć. Ale jej odczytywanie to rzecz bardzo trudna, odświętna."

Chętnie gra "teatr jednego aktora", ale też występuje w dużych zespołach: ...w teatrze jednego aktora jestem zdany wyłącznie na siebie. To wymaga dużej koncentracji. Jedynym partnerem jest przecież tylko moje ciało, moje ramiona, dłonie, palce i oczy. Praca w zespole daje pokrzepiającą świadomość wspólnie wykonanego zadania. Przyjemnie jest wiedzieć, że wespół z reżyserem, scenografem, kompozytorem i moimi partnerami mogę przekazać widzowi jakąś sumę wiedzy o życiu, o obchodzących nas sprawach, że potrafię się z nimi porozumieć wspólnym, znanym językiem. Jednocześnie czuję się jak reżyser odpowiedzialny za wszystko i wszystkich.

Petrykozy

W 1969 roku kupił dwór w Petrykozach. Dom był wtedy całkowitą ruiną. Niszczał jakby za karę, że kiedyś był po prostu dworem. Władza ludowa skazała tę i wiele innych siedzib ziemiańskich w Polsce na zagładę. Ktoś wreszcie dostrzegł w nich naszą wspólną historię i powoli zaczęły się one podnosić, zaludniać. Choć, co jest powszechnie wiadome, większość przepadła bezpowrotnie.

Wojciech Siemion, rodzina i przyjaciele z pietyzmem, z szacunkiem dla krajobrazu remontowali dwór przez wiele lat. "Wojciech Siemion, to człowiek renesansu, zna się na wszystkim, nie tylko na słowie, na poezji, którą nie tylko mówi, ale on tworzy tę poezję, zna jej ducha, jak nikt inny. Zna się też na malarstwie, muzyce ale i potrafi jeździć traktorem, zna się na uprawianiu ogródka, wie, kiedy i dlaczego śpiewają słowiki, wybuduje dwór, skansen, potrafi wyciągnąć z zaspy auto, zna też nazwy wszystkich drzew" – mówi o Siemionie aktorka Joanna Kasperska – Sadowska. I to jest dla tych, którzy choć raz zetknęli się z Siemionem, oczywistą prawdą.

Ideę pracy wyniósł z domu rodzinnego. Praca była dla niego, jak dla każdego młodego człowieka, jednocześnie dość uciążliwym obowiązkiem, ale: ...Oczywiście były w moim dzieciństwie przyjemności i przygody. Mieliśmy jakieś tam sanki, jakieś narty, na których zjeżdżaliśmy z górek, mieliśmy łyżwy... drewniane, okute drutem, żeby się lepiej ślizgały – wspomina aktor.

W dworku w Petrykozach stworzył Wiejską Galerię Sztuki. Uważał, że właśnie na wsi powinna zaistnieć Jego Galeria. Zresztą, jak twierdzi, otwarcie kolejnej galerii w dużym mieście nie przyniosłoby takiego pożytku odbiorcom tej sztuki. W 1984 roku Wojciech Siemion został wyróżniony jako najlepszy użytkownik obiektu zabytkowego w Polsce. Tu zawsze jest cicho i spokojnie. Edward Stachura powiedziałby – tu wszystko jest "poezja". W dworku z początku XIX wieku, oddalonym od Warszawy o 50 km, otoczonym parkiem i stawami można schronić się przed światem. Jego dom rodzinny w Krzczonowie znajdował się w pobliżu stawu i źródeł małej rzeczki. Tu, w Petrykozach, na terenie parku również jest źródło najważniejszej dla zachodniego Mazowsza rzeki. Śmiesznie się nazywa – Pisia Tuczna. W dziesięciohektarowym parku przy dworze znajduje się skansen – namiastka starej wsi, jaką zapewne oglądał sam Józef Chełmoński. Można zwiedzić zabytkową karczmę, w której najprawdopodobniej bywał wielki artysta, są też chaty wiejskie jakby z obrazów Aleksandra Kotsisa z XIX wieku, jest kuźnia i stare wiatraki przywiezione z sąsiednich wsi. "Wesele wiejskie" autorstwa Andrzeja Walijewskiego to imponująca rzeźba, w której artysta zatrzymał w drewnie scenkę z uroczystości zaślubin, a więc jest śliczna para młodych, wszystkiego pilnujący sołtys, akordeonista, zapatrzeni w instrumenty grajkowie.

Spacerując po pobliskiej łące można podziwiać warte pędzla artysty zachody słońca. W parku Wojciech Siemion z okazji osiemdziesiątych urodzin swojego przyjaciela Tadeusza Różewicza ustawił kamienny krąg, w którym poszczególne głazy są symbolami postaci z dramatu "Kartoteka". W pobliżu zaś w 2007 roku wystrzeliły pod niebo wymowne kolumny z płonącymi kryształami na zwieńczeniach. To najnowszy pomnik ufundowany przez Siemiona przyjacielowi Leszkowi Kołakowskiemu, też na jego osiemdziesiąte urodziny.

Wiosną 1972 roku, podczas trzeciego sezonu w Petrykozach Wojciecha Siemiona spotkało miłe społeczne wyróżnienie. Otóż park trzeba było rekultywować. Specjalista wyliczył, że potrzeba ok. 5000 szt. różnego rodzaju drzew, krzewów i bylin, przeciętnie w tamtych czasach po 100 zł za sztukę, co – jak łatwo obliczyć – dawało astronomiczną sumę pieniędzy, przerastającą możliwości gospodarza. Poza tym miał on wiele pilnych inwestycji w samym dworze. A taki park sadzi się nie tylko dla siebie, ani nawet nie dla swoich dzieci, lecz dla przyszłych pokoleń. Po kilku listach i prośbach z pomocą przyszli hodowcy, od których w darze otrzymał około 2000 sadzonek. Posadził je wspólnie z pracownikami Spółdzielni Pracy Usług Rolniczych "Flora".

Można powiedzieć, że dworek w Petrykozach potrzebny był Siemionowi – kolekcjonerowi, aby miał gdzie pomieścić, swoje już wtedy liczne, zbiory. Galeria malarstwa współczesnego znalazła przytulne miejsce na strychu, a zbiory sztuki ludowej w przestronnych piwnicach. Dziś praktycznie w każdym pomieszczeniu, z salonem i z sienią włącznie, znajdują się interesujące eksponaty i cała masa książek kupionych przez mistrza lub podarowanych mu przez poetów, pisarzy – słowem – ludzi pióra.

Zarówno świątki jak i współczesne obrazy są na tych samych prawach. W tej kolekcji cenne jest łączenie ze sobą różnych rodzajów sztuk. Ludowej z nowoczesną, starych portretów z malarstwem współczesnym. Profesjonalistów z amatorami. ...Czy w ogóle w sztuce to jest ważne? – pyta aktor. Jest zbieraczem, a nie kolekcjonerem, jak sam mówi: To są moje przygody, mój pamiętnik.

Udostępnił dwór zwiedzającym, jakby protestując przeciw ogrodzonym, pilnie strzeżonym rezydencjom. Wszyscy zainteresowani byli i są bardzo serdecznie podejmowani, bez względu na wiek.

Kiedyś wybrał się do Bałtowa aby obejrzeć pięknie położony pałac Druckiego – Lubeckiego, w którym mieścił się internat technikum Rolniczego. Kiedy zaczął zwiedzać pałac, natychmiast podeszły do niego zaciekawione nauczycielki: – "Proszę Pana, młodzież chciałaby z Panem porozmawiać" i już wiedziałem, co znaczy ze mną "porozmawiać" – będę musiał przedstawić jakiś program. Przedstawiłem, a na zakończenie dzieciaki przyniosły ,i rzeźbę Chrystusa Frasobliwego.

Innym razem był w Bieżuniu u mazowieckiego poety Stefana Gołębiowskiego, na uroczystościach w miejscowym gimnazjum. Przejeżdżał przez miejscowość Zawidz, więc wstąpił do Tadeusza Sobolewskiego, który był rolnikiem ale i pięknie rzeźbił: ...zafrapowały mnie niektóre jego prace, miał tam na przykład całą kolekcję sławnych Polaków. Był wśród nich ksiądz Ściegenny i to w dwóch postaciach. Pierwszy z długą brodą, drugi z krótszą. A mnie ksiądz interesuje rodzinnie, bo przecież mój pradziadek chodził w oddziale księdza Ściegiennego, a i dziadek też biegał po Lubelszczyźnie za tym powstańczym księdzem... był tam i wyrzeźbiony Adam Mickiewicz, Stefan Żeromski,, Hugo Kołłątaj i Maria Skłodowska. Oczywiście natychmiast kupiłem u Sobolewskiego parę rzeźb...

A więc każdy obiekt w zbiorach Wojciecha Siemiona jest rezultatem konkretnej sytuacji, podróży i kontaktów z ciekawymi ludźmi: ...Przywiązany jestem też do rzeźb, szczególnie Leona Kudły. Mam sześć jego rzeźb. Pozwalał mi mówić do siebie "ojcze", pozwalał pomagać w gospodarstwie, drzewka pobielić, szliśmy nad rzekę rozmawialiśmy. Podobnie jest z obrazami jego przyjaciół – malarzy. Gdyby nie te "przygody" obecny zbiór nie byłby tak imponująco duży.

Praktycznie nie trzeba szukać na mapie wsi Petrykozy, wystarczy w promieniu kilkunastu kilometrów spytać o Siemiona i wszystko jest natychmiast jasne.

Wojciech Siemion zaplanował wyjazd na wieś nie tyle z sentymentu, co z niechęci do miasta. Był wtedy po dwóch wyprawach amerykańskich z teatrem "Komedia", który skorzystał z otwarcia na zachód i zjawił się w Nowym Jorku: ...Wybrałem się w sobotę na Wall Street. Kamienna pustka, koszmarne wąskie ulice, kolosalne wieżowce i nikogusieńko. Coś wymyślonego przez ludzi, z myślą o ludziach, a jednocześnie nie dla ludzi. Dla mnie było to jednocześnie zachłyśnięcie się wielkim miastem, a z drugiej strony przepraszam – zwymiotowanie. Przeszedłem z jednej ulicy na drugą, trzecia i nagle zobaczyłem coś ludzkiego: mały kościółek holenderski, protestancki. Pomyślałem sobie: wreszcie coś z człowieka. Pytałem kiedyś jednego z moich krakowskich przyjaciół, dlaczego wybiera się na wieś z tak pięknego jak Kraków miasta. Powiedział mi tak: – Wiesz, jak będę umierał, to wolę mieć przed oczami zamiast muru kwitnącą jabłoń. Miasto uzależnia, jest łatwe do zgniecenia człowieka... Stan wojenny wykazał to dobitnie.

Dziś, gdy pytam przy kieliszku wina i marcepanie przywiezionym przeze mnie z Lubeki, co sądzi o tamtej decyzji sprzed wielu lat – odpowiada: ...pewnie nie dożyłbym tylu lat, gdybym nie uciekł z miasta, a więc to była słuszna decyzja!

Przeważnie zna twórców, od których pochodzą tak licznie zgromadzone w Galerii dzieła, albo ich poprzednich właścicieli. Nie ma ambicji ratowania sztuki, to zadanie wystarczająco spełniają muzea i skanseny: ...mój stosunek do twórczości ludowej jest wyłącznie natury uczuciowej, niezwiązany z żadnym nazwijmy to, podejściem naukowym, zbieraniem według określonego klucza. Mam galerię, którą zwiedzają moi przyjaciele, goście z różnych zakątków świata, a przede wszystkim moi wiejscy sąsiedzi, dzieci z Unii Petrykoskiej, które bez wyjeżdżania gdzieś daleko mogą obejrzeć nie tylko świątki, ale także sporą kolekcję malarstwa współczesnego.

Śmiało można więc powiedzieć – to jest magiczny dom, ciepły i przyjazny, wypełniony stylowymi meblami; stulecia nie kłócą się tu ze sobą. Już dawno abstrakcja pogodziła się z realizmem, wszystko jest tu sobie bliskie. Na przykład Witkacy z Malczewskim czy współcześni Marlena Nizio z Krakowa z Andrzejem Fogttem z Warszawy.

Zgromadził też wiele rzeźb ludowych (Chrystusów frasobliwych i Madonny w różnych sukienkach), ale nie tylko one są sercem galerii. Ważna jest poezja ludowa, która idzie w parze z Białoszewskim, Różewiczem. Poeci zjeżdżają tu gromadnie od kilku dziesięcioleci, bo przecież gospodarz jest jedynym na świecie sługą poetów. Jego miłość do poezji jest coraz bardziej skomplikowana. Poeta, którego najbardziej ceni, jest za każdym razem inny, podobnie rzecz się ma z wierszami. Muzyka Fryderyka Chopina współgra ze śpiewem Tadeusza Woźniaka.

Jerzy Waldorf mawiał: ...w dworze polskim zawsze był zapas żywności, bo należało być czujnym i wyczekiwać gości. Dwór Wojciecha Siemiona w Petrykozach potwierdza tę opinię. Każdy przybysz jest tu mile widziany i Wojciech Siemion poświęca mu swój czas. Wieś dzieciństwa kojarzy się aktorowi z nieustannym bajaniem: ...po wojnie doktryna w mieście zmuszała do odrzucenia wszystkiego co wiejskie, głosiła wręcz o zacofaniu wsi, predysponowała sztukę proletariatu. Jedyną drogą do powrotów na ukochaną wieś była poezja. W dworze Wojciecha Siemiona pielęgnuje się tradycje wiejskie i narodowe, np. w rocznicę odzyskania niepodległości 11 listopada odbywają się tzw. złazy niepodległościowe. Każda z przybyłych drużyn musi odśpiewać piosenkę ludową lub wygłosić legionowy wiersz. Jak nikt inny, Wojciech Siemion pielęgnuje polskie tradycje. W czasie świąt Bożego Narodzenia odbywa się chodzenie z herodami; do tej pory udało się to zrealizować kilka razy. Od 50 lat w wigilię odbywa się u Niego wieczór kolęd. Zbiera się czasem nawet i sto osób. Oświetlony światłem świec dwór huczy kolędą głosząc starym drzewom w parku, że znów "Bóg się rodzi, moc truchleje." Niezmiennie co roku Wojciech Siemion wyprawia Sylwestra. Nigdy nie jest to tylko zabawa. W czasie tej niezwykłej nocy Siemion tradycyjnie recytuje "Koncert Mochnackiego" Jana Lechonia. Po północy musi być odtańczony polonez, a w czasie picia noworocznego szampana grane są walce Johana Straussa. Śpiewane są też kolędy, a goście wołają: "Oj maluśki, maluśki", prosząc, by tę kolędę zaśpiewał sam gospodarz. A śpiewa ją nadzwyczajnie. Następnie, już po północy, goście wychodzą przed dwór do ogniska powitać nowy ogień. Występy artystyczne trwają do białego rana.

(ciąg dalszy nastąpi)