Pismo Związku Polaków na Łotwie

Watykan szykuje wytyczne dla duszpasterzy

Watykan przygotowuje nowy dokument w sprawie dialogu z innymi religiami – ogłosił przewodniczący Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego kardynał Jean-Louis Tauran.

– Po wielu latach wahań, dotyczących celowości takiego dokumentu nadszedł czas, by zaproponować duszpasterzom i wiernym niektóre generalne wskazówki, które oczywiście należy dostosować do lokalnych uwarunkowań – powiedział kardynał Tauran, cytowany przez agencję Ansa. Wyjaśnił, że podstawą tych wskazówek będzie Dekalog.

Francuski kardynał podkreślił, że ważne jest przygotowanie wiernych do "utożsamiania się z własnymi przekonaniami duchowymi i brania pod uwagę przekonań innych".

Według przewodniczącego Rady trzeba "zdać sobie sprawę z tego, że wszyscy wierni mają wspólne dziedzictwo: wiarę w jedynego Boga, świętość życia, potrzebę braterstwa, doświadczenie modlitwy i język religii".

Nie wiadomo jeszcze, kiedy watykański dokument w sprawie dialogu z innymi religiami zostanie ogłoszony.

PAP

Całun Turyński zostanie wystawiony w 2010 roku

Benedykt XVI ogłosił, że wiosną 2010 roku zostanie ponownie wystawiony Całun Turyński.

O swej decyzji papież jako formalny właściciel Całunu poinformował podczas audiencji dla pielgrzymki archidiecezji z Turynu.

Poprzednio słynny Całun Turyński – płótno, w które według tradycji został owinięty Chrystus po śmierci, był wystawiany w 1978, 1998 i 2000 roku.

Całun Turyński to płótno długości 441 cm i szerokości od 113 cm. Widnieje na nim wizerunek mężczyzny z wyraźnie zaznaczonymi ranami. Przechowywany jest w katedrze w Turynie i tam zostanie wystawiony.

Od lat trwają spory na temat jego autentyczności, a najbardziej skrupulatne badania naukowe prowadzili nad nim nawet eksperci z NASA.

Kościół katolicki nie wypowiada się na temat autentyczności Całunu Turyńskiego i traktuje go jako symbol i świadectwo cierpienia Chrystusa.

PAP

Kardynał Martini o zawiści i próżności w Kościele

Były arcybiskup Mediolanu surowo upomniał kler, zżerany przez zawiść i pęd do kariery.

81-letni kardynał Carlo Maria Martini wygłosił te gorzkie uwagi podczas rekolekcji dla księży w ośrodku jezuitów w Galloro (Lacjum). Nawiązując do listu św. Pawła do Rzymian, w którym jest mowa o grzechu, zauważył, że wiele grzechów zostało popełnionych w Kościele: przez księży, zakonnice, zakonników, kardynałów, biskupów, nie wyłączając papieży.

Typowymi grzechami kleru – twierdził kardynał cytowany przez włoski dziennik "La Repubblica" – prócz zawiści są próżność i oszczerstwo. Wielu duchownych zadaje sobie pytanie: "Co takiego złego zrobiłem, że biskupem został ktoś inny, a nie ja?". Do diecezji napływa mnóstwo anonimów. Próżność przejawia się nie tylko w strojach purpuratów, ale także w oczekiwaniu na aplauz i niechęci do oznak oporu. Karierowiczów można spotkać głównie w Kurii Rzymskiej, gdzie "każdy chce być czymś więcej". Nie mówi się rzeczy, które mogą zaszkodzić karierze, ale to, co podoba się przełożonemu.

Kardynał Martini, przez lata uważany za kandydata na papieża, do 2002 r. był arcybiskupem Mediolanu. Doktor teologii fundamentalnej i analizy Pisma Świętego, jest autorem ponad 40 książek. Włada 11 językami. Obecnie cierpi na chorobę Parkinsona. Większość czasu spędza w Jerozolimie, w Papieskim Instytucie Biblijnym.

Małgorzata Tryc-Ostrowska, Rzeczpospolita, 06.06.2008

Warunki Pekinu, granice Watykanu

Za pontyfikatu Benedykta XVI kontakty watykańsko-chińskie znacznie się ożywiły. Trwają tajne negocjacje, choć być może to bardziej efekt chińskiej gry przedolimpijskich pozorów niż watykańskiej polityki ustępstw

O optymizm w sprawie rychłej normalizacji stosunków trudno, zwłaszcza że Watykan rok temu nakreślił granice kompromisu zawężając sobie pole manewru, a Pekin żąda dalszych koncesji. Stolica Apostolska zdaje sobie doskonale sprawę, że cel jest bardzo odległy, jeśli w ogóle możliwy do osiągnięcia. Ale wie równocześnie, że uwikłanie Pekinu w dialog krępuje chińskim władzom ręce i nie pozwala na żadne gwałtowne ruchy wobec działającego w quasi-podziemiu Kościoła. Na razie ta nowa polityka Watykanu przynosi pewne sukcesy, choć jej skuteczność będzie można rozeznać po tym, co władze chińskie zrobią po olimpiadzie.

Od Tajwanu do chińskiej orkiestry

Dziś władze chińskie stawiają dwa główne warunki, od których uzależniają nawiązanie oficjalnych stosunków z Watykanem. Po pierwsze żądają przeniesienia nuncjatury apostolskiej z Tajwanu do Pekinu i zerwania stosunków Watykanu z Tajwanem. Po drugie chcą zaakceptowania, że zwierzchnikiem chińskiego Kościoła są władze państwowe. W 2005 r. ówczesny watykański sekretarz stanu kardynał Angelo Sodano powiedział odnośnie do pierwszego warunku, że "Watykan zrobiłby to nawet jutro", gdyby Pekin zgodził się na niezależność Kościoła w Chinach.

Jednocześnie władze chińskie stosowały wobec Watykanu wiele szykan. Nie wypuszczały z kraju biskupów zapraszanych na watykańskie synody, ostro reagowały na spotkania Jana Pawła II, a potem Benedykta XVI z Dalajlamą. Do niespodziewanej histerii i fali prześladowań doszło, gdy polski papież w 2000 r. kanonizował 120 męczenników, którzy oddali życie za wiarę w Chinach. I to pomimo że ostatni z nich został zamęczony w 1930 roku, a więc żaden nie był ofiarą chińskich komunistów.

Niecały rok temu Benedykt XVI w liście do chińskich katolików nakreślił granicę kompromisu, na jaki Watykan gotów jest pójść z władzami chińskimi. W liczącym 20 punktów dokumencie papież cierpliwie zapewnia, że Kościół nie ma ambicji politycznych i jest lojalny wobec władz państwowych, ale nie może akceptować mieszania się państwa do spraw wiary i dyscypliny kościelnej. Wyjaśnia zasadę sukcesji apostolskiej, prymatu papieża, niezależności Konferencji Episkopatu Chin, a także dlaczego Watykan z tych zasad zrezygnować nie może. Z drugiej strony Benedykt XVI zaoferował Pekinowi współdecydowanie o nominacjach biskupich i obsadzie innych stanowisk w administracji kościelnej. Potwierdził też ważność sakramentów sprawowanych przez biskupów mianowanych bez mandatu Stolicy Apostolskiej. Na koniec papież unieważnił tzw. 8 punktów kardynała Tomko, czyli poufnego dokumentu z 1988 r. prefekta Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów. Tomko zabronił w nim koncelebrowania mszy św. z biskupami konsekrowanymi bez zgody papieża. W ten sposób papież stworzył warunki do zjednoczenia Kościoła patriotycznego z podziemnym.

Benedykt XVI wykonał jeszcze cztery inne znaczące gesty pod adresem Pekinu. Najpierw nie spotkał się z Dalajlamą, gdy ten był w Rzymie. Potem powierzył napisanie pełnych chińskich akcentów rozważań drogi krzyżowej biskupowi Hongkongu kard. Josephowi Zen Ze-kiunowi. Z rezerwą i opóźnieniem zareagował na ostatnie wydarzenia w Tybecie. Wreszcie niejako pobłogosławił olimpiadę w Chinach.

Polityka ograniczania strat

Władze chińskie długo milczały zanim zareagowały na list papieża z 2007 roku. Najpierw zakazały publikacji papieskiego listu w Internecie, bo uznały go za szkodliwy. Wreszcie w marcu tego roku chiński minister ds. wyznań Ye Xiaowen zarzucił Watykanowi dwulicowość, zmuszanie chińskich katolików do wyboru między partią a Kościołem, a także mieszanie się do spraw wewnętrznych Chin, czyli chęć mianowania chińskich biskupów. Równocześnie jednak oficjalna chińska delegacja prowadziła rozmowy w watykańskim Sekretariacie Stanu o przywróceniu stosunków dyplomatycznych. Wreszcie kilkanaście dni temu, 7 maja w Watykanie dla papieża zagrała orkiestra filharmonii pekińskiej i zaśpiewał chór opery z Szanghaju.

W grze z Pekinem Watykan posiada dwa główne atuty: może przenieść nuncjaturę z Tajwanu do Pekinu i poprzez nawiązanie stosunków dyplomatycznych niejako legitymizować chiński reżim. Propagandową wartość takiego ruchu dla reputacji władz w Pekinie, mocno nadszarpniętej po stłumieniu protestów w Tybecie, trudno przecenić. Pekin gra losem 12 milionów katolików i uchyleniem drzwi do ewangelizacji milionów Chińczyków. Wie jednak, że póki negocjacje trwają, Watykan mówiąc o sytuacji w Chinach będzie używał bardzo powściągliwego języka.

Optymiści wierzą, że w dalekiej perspektywie jest możliwe osiągnięcie jakiegoś modus vivendi na wzór stosunków Watykanu z państwami komunistycznymi w Europie Wschodniej przed 1989 rokiem. Pesymiści wskazują, że chiński reżim na żadne ustępstwa nie pójdzie, bo byłoby to sprzeczne z logiką państwa policyjnego. Mimo że sprawa dotyczy zaledwie jednego procenta ludności, uchylenie furtki wolności stanowiłoby niebezpieczny precedens. Mógłby wywołać on reakcję łańcuchową podgryzającą hegemonię wszechwładnej partii. Znający doskonale sytuację w Chinach biskup Hongkongu powiedział niedawno, że władze chińskie rozmawiają z Watykanem tylko po to, by stworzyć pozory otwartości przed zbliżającą się olimpiadą. Jest przekonany, że po igrzyskach sprawy wrócą do smutnej normy.

Prowadzenie dialogu jest na rękę obu stronom. Watykanowi pozostaje liczyć, że w wyniku wewnętrznych tarć na chińskiej wierchuszce zwyciężą zwolennicy otwarcia, aż w końcu komunizm w Chinach upadnie. Na razie Watykan prowadzi politykę, o której Anglosasi mówią "contain damage", czyli politykę ograniczania strat.

"Rozwiązanie istniejących problemów nie może polegać na nieustannym konflikcie z prawowitymi władzami cywilnymi; równocześnie jednak jest nie do przyjęcia uległość wobec nich, gdy bezprawnie wtrącają się w sprawy dotyczące wiary i dyscypliny Kościoła. Władze cywilne dobrze wiedzą, że Kościół w swoim nauczaniu wzywa wiernych, by byli dobrymi obywatelami, pełnymi szacunku współpracownikami, udzielającymi się na rzecz dobra wspólnego w ich kraju, ale także jest jasne, że oczekuje od państwa, by zagwarantowało tymże obywatelom katolikom pełną możliwość praktykowania ich wiary, z zachowaniem szacunku dla autentycznej wolności religijnej".

Fragment listu Benedykta XVI do katolików w Chinach, 27 maja 2007 r.

Piotr Kowalczuk, Rzeczpospolita, 25.05.2008

Pius XII troszczył się o los polskich Żydów

Papież troszczył się o los polskich Żydów. To kolejny dowód przeciwko czarnej legendzie Piusa.

W 1938 roku, rok przed wyświęceniem go na papieża, kardynał Eugenio Pacelli interweniował w Warszawie w sprawie rzekomego prześladowania Żydów. Chodziło o informacje na temat zakazu koszernego uboju bydła, który miał być wprowadzony przez polski parlament. Jak pisze włoski dziennik "Il Giornale", przyszły papież dowiedział się o sprawie od francuskiego kardynała Eugene'a Tisseranta, który z kolei przeczytał o niej w prasie.

Kardynał Pacelli uznał te doniesienia za wyjątkowo niepokojące i natychmiast napisał do nuncjusza apostolskiego w Warszawie, arcybiskupa Filippa Cortesiego. W liście podkreślił, że należy potępić "każdy akt prześladowania i antysemickiej przemocy", i wezwał go do podjęcia interwencji. W odpowiedzi nuncjusz wyjaśnił jednak, że wiadomości przyszłego papieża są "niedokładne".

W rzeczywistości bowiem ustawa ta została zaaprobowana tylko przez niższą izbę polskiego parlamentu. Nuncjusz Cortesi w liście do Watykanu zapewnił, że "Senat już do niej nie powróci". Faktycznie ustawa taka została przyjęta z inicjatywy posłów sanacji w 1938 roku. Zgodnie z nią zakaz miał wejść w życie w 1942 roku. Ponieważ Senat nigdy jej nie zaaprobował, pozostała na papierze.

– Z inicjatywą wprowadzenia zakazu wyszła jeszcze w 1936 roku żona byłego premiera Aleksandra Prystora, Janina. Choć w późniejszej dyskusji pojawiły się wątki antysemickie, powoływano się wówczas głównie na względy humanitarne – powiedział "Rzeczypospolitej" prof. Andrzej Chojnowski, historyk z Uniwersytetu Warszawskiego. – Z zarzynanej w rytualny sposób krowy przed jej zabiciem wytaczana była krew i zwierzę potwornie cierpiało. Wszystko to działo się często w bardzo złych warunkach sanitarnych – podkreślił.

Włoscy komentatorzy skupiają się jednak na zupełnie innym wątku sprawy. Ich zdaniem interwencja w obronie Żydów to kolejny dowód na nieprawdziwość czarnej legendy Piusa XII. Według jego krytyków Ojciec Święty – określany przez nich mianem "papieża Hitlera" – sympatyzował z Hitlerem i nie zrobił nic, żeby ratować Żydów.

Ostatnie badania dowodzą jednak, że tezy te są nieprawdziwe, a czarna legenda została spreparowana przez KGB.

Piotr Zychowicz, "Rzeczpospolita", 04.06.2008