Pismo Związku Polaków na Łotwie

Kto tłumił powstanie w Getcie Warszawskim?

Nie przestaje nas zadziwiać Viesturs Sprūde, systematycznie pisujący miniaturki historyczne do "Latvijas avīze". Rozprawiając w lutym br. o udziale cudzoziemców w walkach o niepodległość Łotwy "zapomniał" o Polakach i Kampanii Łatgalskiej w 1920 roku (patrz "Polak na Łotwie", nr 83). W szkicu z okazji 65 rocznicy stłumienia powstania w Getcie Warszawskim, zamieszczonym 16 maja w "Latvijas avīze" (nr 132), strzelił jednak większego byka. Napisał mianowicie: "Przed 65 laty, po trwających miesiąc i prowadzonych z obopólnym okrucieństwem walkach, jednostki niemieckiej SS i polskiej policji stłumiły rozpaczliwe powstanie Żydów w Getcie Warszawskim – tłum. RL).

Autor publikacji w "Latvijas avīze" potrafił w jednym zdaniu zniekształcić obiektywne realia dramatu w Getcie Warszawskim, odnotowane przecież w licznych źródłach polskich, niemieckich i żydowskich. Więcej, w swoim okolicznościowym "short story" pominął (nie wierzę, że "zapomniał") bardzo istotny szczegół, mający bezpośredni związek z Łotwą.

O wypaczeniu. Autor schlebia polskiej policji "granatowej", podnosząc ją do rangi niemalże równorzędnego partnera panów z trupią czaszką na czapkach. Zakres działania granatowej policji (notabene bezwzględnie zwalczanej przez podziemie, w samym tylko Okręgu Krakowskim AK – 43 wyroki śmierci) "miał w odniesieniu do Żydów charakter uzupełniający działania nazistów i sprowadzał się głównie do pilnowania bram i murów Getta, udziału w akcjach przesiedleńczych w charakterze konwojentów, udziału w wyłapywaniu ukrytych Żydów, ale też i w rozstrzeliwaniu Żydów skazanych przez Niemców na śmierć" (Emanuel Ringelblum, www.historia.org.pl). Również w tłumieniu powstania w Getcie Warszawskim decydującą rolę zarówno pod względem dowodzenia jak i głównej siły uderzeniowej odgrywały jednostki niemieckiej SS, policji i Wehrmachtu (łącznie ok. 2 tys. żołnierzy i oficerów). Natomiast pomocnicze jednostki policyjne, składające się z Ukraińców, Litwinów, polskiej policji "granatowej" (ok.160 osób biorących zbrojny udział w pacyfikacji Getta) i ... Łotyszy odgrywały rolę "pachołków kata". Twierdzenie, iż "powstanie w Getcie Warszawskim stłumiły jednostki niemieckiej SS i polskiej policji" jest absolutnym nonsensem.

Zdumiewa jednocześnie pominięcie przez autora "skromnym milczeniem" chłopaków z aż dwóch batalionów łotewskiej policji (22 i 272), biorących udział w pacyfikacji Getta Warszawskiego i nazywanych przez Niemców z pobłażliwą pogardą "askarysami" (wg analogii z żołnierzami niemieckich wojsk kolonialnych w Afryce, rekrutowanych spośród tubylców). Czyżby autor o nich nic nie wiedział?

Artykuł redakcyjny "Polaka" nie jest miejscem na szczegółowy opis codziennego koszmaru mieszkańców Warszawskiego Getta, został on ujęty w licznych publikacjach i dokumentach historycznych, w świadectwach nielicznych ocalałych. 20 stycznia 1942 roku los getta został ostatecznie przesądzony – w tym bowiem dniu w siedzibie Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy zadecydowano o tzw. "Endlösung der Judenfrage" – ostatnim etapie eksterminacji narodu żydowskiego. Od lipca 1942 roku z Getta Warszawskiego systematycznie wywożono jego mieszkańców do obozów zagłady, przede wszystkim w Treblince, gdzie dziennie w komorach gazowych ginęło do 12 tys. osób. Pozostający w getcie o tym wiedzieli i postanowili walczyć. Nie o uratowanie życia.

"My nie chcemy ratować życia. Żaden z nas żywy z tego nie wyjdzie. My chcemy ratować ludzką godność" – powiedział żołnierz Żydowskiej Organizacji Bojowej Arie Wilner – "Jurek" szefowi referatu żydowskiego w Komendzie Głównej Armii Krajowej Henrykowi Wolińskiemu.

Okrucieństwa Niemców i międzynarodówki "askarysów" w tłumieniu powstania w Getcie Warszawskim są powszechnie znane, niedoinformowanym polecam przede wszystkim "Rozmowy z katem" Kazimierza Moczarskiego, zawierające zwierzenia głównego oprawcy Warszawskiego Getto, gen. SS Jürgena Stroopa. Nic natomiast nie słyszałem o okrucieństwach ze strony członków Żydowskiej Organizacji Bojowej, ale być może p. V. Sprude jest poinformowany lepiej, skoro pisze, że "walki prowadzono z okrucieństwem po obu stronach".

Chciałbym jednak skierować kilka słów uznania pod adresem p. V. Sprude – był jedynym, kto 16 maja na łamach prasy łotewskiej nawiązał do tych tragicznych wydarzeń, niezbyt dla nas odległych w czasie i miejscu.

Romuald Lebedek