Pismo Związku Polaków na Łotwie

Dagnija Dreika

Szwy

Jesteśmy razem, mój ból nie odgradza nas, nie.
Nawet światło w grafitowych chmurach...
Czy mam wyć jak wilczyca?
Czas znieść granice między nami.
Być może nigdy ich nie było?
Jest tylko linia wody – horyzont nocy – smutek.
Mój czy wilczycy – kto to wie?
To twój głos – daleki, gdzieś w lutym,
Mówi: – Nie, moja droga, nie, nie...

Most

Ten most w cieniu muru – dokąd mogę pójść?
Po tej drodze tańcząc i dalej,
Niosąc słowa zaciskane w dłoni.
Wyrzeczone kiedyś – jest ich tak mało.
Widząc przez skórę i ciało,
To czego nigdy nie powiem nikomu.
Pusty widnokrąg odwraca się,
Wyskakuje samotny pstrąg.
Na wodach cienie – w wieczornym świetle
Odpływasz ty...

Po drugiej stronie złudzenia

Już ściemnia się. Dawno wybiła północ.
Nic nie zakłóca spokoju, nic.
Czarownicy i koty siedzą na dachach
Razem z widmami... Muzyka –
Piotr Czajkowski – koncert fortepianowy b–moll, op 23.
Ktoś gra, i ja słucham. Przestał. Słyszę ciężki oddech.
Wychodzę. Puste ulice, tylko czarownicy i koty.
Stoję wpatrzona w niebo. Pada śnieg.
Białe płatki lecą do ziemi,
W moje wyciągnięte ramiona.
Jestem po drugiej stronie złudzenia
I nigdy już nie wrócę. Nigdy.

Gdyby wszystkie pająki

Jaka piękna jesień! Kolorowe drzewa
I mnóstwo spadających liści,
Moje miłe pająki... jest ich tak dużo jak grzybów.
Pająkowy Adam i pajączka Ewa,
W ich siatce kołysze się czas,
Drzemie życie. Gdyby wszystkie pająki
Utkały jeden gobelin w szarych i zielonych barwach niebios,
Medytowałabym przed nim nad nicością
I wspomnieniami – naszych portretów – twarzą w twarz.

Klaudia Rogowicz

Człowiek ze swego miasta

Postać dramatu kanclerz Jan Zamoyski
Monodram w jednym akcie

Scena 1

(Zamość, ciemna noc, przy blasku świec siedzi Jan Zamoyski, jest zamyślony i pogrąża swój wzrok w dali.)

Przychodzenie chwil ciężkich to moment serca upadku. Trwoży się ono, pęka i okruchami się staje, które rozrzucić możesz na niebie jak gwiazdy.

(Patrzy w okno.)

Czym jest to miasto? Kamienice, mury i ludzkie kości w tej ciasnocie skryte, aż w pragnieniu wolności się duszą!

I któż by pomyślał, że to wszystko moje. To, co na mej dłoni, pieczęcią i moją krwią jest, która przez nas przepływa, tu żyjących.

(Zamyśla się.)

Ormiańskie dziewczęta, choć kobietę swą mam, wasz urok jak perła w naszyjniku jest. Oczu waszych blask, jest tym, o czym marzyłem w swych latach młodych, nad rzeką losy rozważając i wieńce plotąc na Świętego Jana.

Wy jak gołębi śpiew ponad Roztocza świtaniem, gdy lato w zenicie i Jutrzenka wschodzi. Wasze objęcia, marzenie młodzieńców, co w oknach z ukosa spoglądają.

Gdybym był jednym z nich, a mój ojciec miasto by uczynił, poślubił bym was cały tabun. Ale najdroższą z was by mi była ta, co wieńce makowe plecie, a jej ojciec sukno w czwartki sprzedaje.

Miasto Ideał – obłok ludzi szczęśliwych, choć wojny i pan kochany tam w dali stoi i czeka na me przyjście.

Gdy z północy chłód z wichrem przychodzi, nie wie, co przyniesie.

(Bierze oddech.)

Cóż mam rzec? Piękne miasto, piękne czyny…

( Usypia na krześle.)

Scena 2

(Uroczyste przyjęcie, siedzą goście, rozmawiają. Zamoyski odwraca się w stronę widowni.)

Dlaczego ja w tą radość pijaństwa wprowadzony? Trzeźwości i stateczności pragnę! Czym ona jest, światem co się nie obraca, pochwałą na cześć rozumu, boskim wezwaniem czy mną samym, prawdy szukającym?

(Zamyśla się)

Kim wy, tu zebrani, moi przyjaciele, dzikami rozszalałymi czy sielanki obrazami? Pragniecie zmienić świat, siebie nie zmieniając, jak tak można? Cóż wtedy będzie, klęska?

Chcecie jej, pijcie, zatracajcie się! Sztuką niech wam Węgrzyn, negliż, karty i orgie, a potem popiół was spali, jak i świat, gdy się odwrócimy odeń.

Upadek z winy waszej się stanie i cóż po nas ? Tylko przodek na obrazie szablami cięty.

Co się narodziło tu, przepadnie, bo takie będą Rzeczypospolite jakoby młodzieży chowanie.

( Jest posępny, wychodzi na dwór i zwraca się w stronę gwieździstego nieba.)

Panie nasz, a królu były, który gwiazdą nam przyświecasz. Czy widzisz to, co na ziemi? Bolejesz, o ile nie radujesz się.

Scena 3

( Zaświaty. Zamoyski zasiada na tronie wybitym czerwonym materiałem. W dali widać niezwykłe widoki.)

Warto było taki żywot mieć, że się ze światem w zgodzie bywało i kochało to, co miało.

( Spogląda w dal.)

Na tej górze wysokiej dom mój i trzy grobu stoją. W jednym król Stefan leży, w drugim Zaratustra , w trzecim ja. A nad tą górą zamek z kamienia. Łączą się tam trzy zęby z włóczniami* i on z niego włada.

Nad zamkiem Drzewo gałęzie ma, a na najwyższej Duch Święty siedzi. Turulem* go królewscy przodkowie zwali, a moi Orłem*.

Pode mną Zamość stoi. Tomasz* na ganku drogi wypatruje. A na lewej prawicy Zwierzyniec i las, co go chroniłem, bo wyście go dla siebie chcieli!

Tam, hen za Sandomierzem, stała sobie stolica. Dziś umiera, ach umiera krakowska filozofia na kamieniu oparta. To niebożę ze Szwecji za lasy poszło. Klęskę jego widzę.

Na czterech palcach chodzi i trzy światy mu w głowie, że Państwo jest mu dane zapomina.

Dziś grabienie, palenie, rozpusta.

Spójrz na to co czyniłem. W Zwierzyńca śpiew wsłuchaj się. Niech wieczne będzie mnie wspominanie, bo takie będą Rzeczypospolite, jakoby młodzieży chowanie.

Koniec

Objaśnienia:

"łączą się trzy zęby..." – Herbem Batorych były trzy zęby, a Zamoyskich Jelita przedstawiający trzy skrzyżowane włócznie.

Turul – kosmiczny ptak w mitologii węgierskiej. Zasiadał na szczycie Drzewa Życia. Uważany za protoplastę rodu Arpadów, co według legendy nastąpiło gdy potomkini Atylli, Emese została przez niego zapłodniona w czasie snu.

Orzeł – U Słowian, symbol Peruna, Boga wojny i błyskawic.

Tomasz – Tomasz Zamoyski, syn kanclerza Jana Zamoyskiego.