Pismo Związku Polaków na Łotwie

Niedopowiedzenia dziewięćdziesięciolecia

Związek Polaków na Łotwie przyjął 5 kwietnia br. na zjeździe sprawozdawczo-wyborczym w Jekabpilsie Uchwałę w sprawie 90. rocznicy ogłoszenia niepodległości przez Łotwę, którą będziemy obchodzić, jak wiadomo, 18 listopada. W Uchwale tej ZPŁ zaakcentował niezmiennie lojalny stosunek Polonii do państwa łotewskiego, używając do określenia swojej pozycji parafrazy słów Marszałka Józefa Piłsudskiego z 1920 roku: „W interesie Polonii leży, aby Łotwa była możliwie silna", zaznaczył pomyślnie rozwijające się obecnie stosunki polsko-łotewskie, uwydatnił też pomoc wojskową Polski dla Łotwy w ramach tzw. „Kampanii Łatgalskiej" w dramatycznym 1920 roku.

Przypominanie w Uchwale wydarzeń historycznych, powszechnie wydawałoby się znanych, można byłoby uznać w roku jubileuszowym dla państwa łotewskiego za przesadne wymachiwanie biało-czerwonym sztandarem, gdyby to polsko-łotewskie braterstwo broni w styczniu 1920 roku nie było tak zadziwiająco niechętnie poruszane przez historyków łotewskich i niemal całkowicie pomijane milczeniem przez prasę oraz na lekcjach historii w szkołach I i II Republiki Łotewskiej. W warunkach Łotewskiej SRR był to oczywiście temat tabu.

Najświeższym dowodem tych przemilczeń jest okolicznościowy szkic historyczny Viestursa Sprūde w „Latvijas avīze" z 23 lutego br. pt. „Szwed nie przyszedł również w 1919 roku...", zamieszczony z okazji 90 rocznicy niepodległości Estonii. Czytamy w nim m.in.: „(...) Wiadomo, że ogłoszonej 24 lutego 1918 roku niepodległości Estonii w walkach z bolszewikami pomogło obronić ok. 200 Duńczyków i większa rzesza ochotników fińskich. Jeśli nie liczyć pomocy Estończyków [dla Łotwy] w walkach z niemiecką Landwerą pod Cēsis latem 1919 roku oraz kilku estońskich pociągów pancernych w bitwie z „bermontowcami" pod Rygą, to główny ciężar walk [o niepodległość] musieli dźwigać sami Łotysze".

Ciekawe, autor zauważył udział kilkaset ochotników zagranicznych, walczących o niepodległość Estonii w 1918 roku, całkowicie jednak zignorował udział ponad 20-tysięcznego wojska polskiego w styczniu 1920 roku w walkach o wyzwolenie Wschodniej Łotwy od bolszewików. Świadomie? Jeśli nie – zapraszam autora na Cmentarz Wojskowy (Brāļu Kapi) w Rydze, do pięknie odrestaurowanej przez emigrację łotewską z Australii (czemu nie przez państwo łotewskie?) i uroczyście otwartej w 2005 roku przez ówczesnego prezydenta Łotwy, Vairę Vike-Freibergę, Izby Pamięci Kawalerów Orderu Lāčplēsisa. Wśród wyrytych na ścianach nazwisk wszystkich kawalerów tego najwyższego odznaczenia wojskowego Łotwy nietrudno znaleźć nazwiska 62 żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego, tym bardziej że nazwiska te podano w oryginalnej pisowni polskiej (jakie niedopatrzenie Państwowej Komisji Językowej!). Obok – rok nadania odznaczenia – „1920", a więc za udział w operacji „Zima".

Powiedzmy szczerze, zawarcie układu wojskowego z Łotwą było inspirowane nie tyle romantyczną dewizą „O wolność waszą i naszą", ile polską racją stanu. Być może nie deklarowaną chęcią przesunięcia nieco dalej na północ dawnych Inflant Polskich granicę II. Rzeczypospolitej, ale z całą pewnością nie zamiarem obszernych zdobyczy terytorialnych w Łatgalii, co byłoby zresztą sprzeczne z duchem koncepcji „Międzymorza” i „Konfederacji" Józefa Piłsudskiego.

Dla Łotwy natomiast sojusz ten okazał się bardzo korzystny – przy pomocy Polaków nie tylko odzyskali Łatgalię, ale też wyjątkowo tanim kosztem obronili jej południową część przed Litwinami. Z wyzwoleniem Dyneburga przez wojska E. Rydza-Śmigłego 3 stycznia 1920 roku prysły bowiem nadzieje południowych sąsiadów na przyłączenie tego miasta – „bramy na Wilno" – do swojej Auksztoty.

Czemu jednak łotewska publicystyka historyczna (w tym również emigracyjna) tak niechętnie porusza temat wyzwolenia Rygi i Łatgalii od bolszewików? Czy aby nie dlatego, że po drugiej stronie frontu znajdowały się pułki sławetnych czerwonych strzelców łotewskich, a więc wojna z bolszewikami była dla Łotyszy do pewnego stopnia wojną domową? Wiadomo, że pułki te nie zaakceptowały niepodległej („burżuazyjnej"!) Łotwy i wycofały się po porażce z resztą wojsk bolszewickich do Rosji, co z perspektywy dnia dzisiejszego jest faktem żenującym.

Romuald Lebedek