Pismo Związku Polaków na Łotwie

W tym numerze:
Nr 2 (80) 2007

Licznik odwiedzin

Wieści z "Poloneza"

Dziennik "Wiesti" (30. 03 br.) ponownie uraczył swoich czytelników wywiadem Jeleny Slusarew z kolejnym już członkiem Klubu Kultury Polskiej "Polonez" w Rydze. Tym razem jednak nie z byle kim, tylko z nestorem i protoplastą tej organizacji, "głównym opiekunem polskości na Łotwie" (tak - "Wiesti"), Edwardem Fiskowiczem.

Prostowaliśmy w poprzednich wstępniakach (patrz "Polak na Łotwie" (70) 2004, (77) 2006) niedorzeczności lokalnych rosyjskich "Wiesti" i "Czasu" (czy też osób ochoczo udzielających wywiadu dla ww. periodyków) dotyczące spraw polskich na Łotwie. Zwierzenia E. Fiskowicza skłaniają do ponownego zajęcia stanowiska.

W wywiadzie zaopatrzonym podtytułem Na własnej skórze doświadczył on wszystkie metamorfozy łotewskiej historii E. Fiskowicz zawierza łatwowiernie dziennikarce koleje swojego losu, począwszy od 1943 roku, kiedy to wraz z 45 chłopakami z miejscowych Polaków wcielony został do kompanii służby pracy w 20. łotewskim batalionie policyjnym w Rydze (J. Slusarew zaopatrzyła nazwę jednostki złowieszczym "SS"). Opowiada bohater wywiadu o swojej ucieczce z tegoż batalionu, w rozdziale "Ręce precz od polskich szkół!" potępia w czambuł reformę szkolną na Łotwie. Nie zapomniano też w wywiadzie o "dziecku" E. Fiskowicza - "Założone przez niego i współtowarzyszy w 1978 roku Towarzystwo Kultury Polskiej "Polonez" aktywnie działa do dzisiaj" - odnotowują "Wiesti".

Dziennikarka nie bez kozery zabarwiła wywiad czarnym kolorem - "20. batalion policyjny SS", "Edward Fiskowicz może wiele opowiedzieć o służbie w SS" itd. Sprawdziliśmy. Otóż 20. batalion policji porządkowej nigdy nie był w strukturze sławetnych "Schutzstaffeln", nie należał do żadnych pododdziałów tej organizacji. Gdy po ewakuacji do Niemiec w 44 roku wszedł w skład 15 dywizji legionu łotewskiego, nie było w nim już młodego Fiskowicza. Nie będziemy dociekać, czy to starszego wiekiem bohatera wywiadu zawodzi pamięć, czy też dziennikarka świadomie przyprawiła tę pożywkę informacyjną dla swojego niewybrednego czytelnika.

Nie chce Pan sprostować czy zaprotestować w redakcji "Wiesti", Panie Fiskowicz? No bo cóż to za "jednostka SS", do służby w której przymusowo gonią najpierw Cyganów, potem Polaków. Może przed tym byli Żydzi w czarnych mundurach?

Doświadczenia osobiste młodego Fiskowicza, sympatie lub antypatie Fiskowicza dojrzałego są sprawą prywatną, dlatego pozostawiam bez komentarza wypowiedzi o powojennych imigrantach sowieckich na Łotwie, którzy "opuszczali ojczyznę, przesiedlali się całymi rodzinami" ponieważ "nie było komu po wojnie odbudowywać Rygi". O Rosjanach, którym należy się uznanie, ponieważ "odwojowali Rygę i zwrócili miasto Łotyszom" itd.

Chcę jednak z naciskiem zaznaczyć, iż "metamorfozy łotewskiej historii" rozpoczęły się dla rówieśników młodego Fiskowicza nie w 1943, tylko w 40 roku, wraz z okupacją sowiecką. "Metamorfozy te" zapoczątkowały deportacje i katowanie ludności w lochach NKWD, masowe groby okaleczonych ofiar w Ryskim Więzieniu Centralnym, nad Jeziorem Baltezers, w "łotewskim Katyniu" w Litene. Dopiero po tym nastąpiły dalsze "metamorfozy" w ramach okupacji nazistowskiej. Może warto byłoby przypomnieć dziennikarce również o tym?

Piękną melodią dla czytelnika "Wiesti" musiało zabrzmieć spolonizowane hasło "obrońców" szkół rosyjskich - "Ręce precz od polskich szkół!". Zakrawa na lokalne rosyjsko-polskie braterstwo broni pod wspólnym sztandarem walki z państwową reformą szkolną i rzekomą dyskryminacją mniejszości narodowych na Łotwie. Nasze stanowisko zaprezentowaliśmy w nr. (63) 2003 "Polaka" - szkoła polska ma przede wszystkim przygotować swoich wychowanków do dalszego pomyślnego funkcjonowania w realiach obecnego państwa łotewskiego. Bez konieczności pobierania przez absolwentów korepetycji z języka państwowego. Natomiast o "polskości" szkół polskich chyba najlepiej świadczy fakt, iż przeciętny jej wychowanek po przyswojeniu pełnego programu nauczania wykazuje się znacznie lepszą znajomością języka polskiego, aniżeli niejeden "obrońca" tej szkoły. Zatem, nim załamywać ręce i wznosić na łamach ruskich gazet okrzyki: "Ręce precz od polskich szkół!" może warto byłoby zapytać o zdanie osoby najbardziej zainteresowane - przede wszystkim absolwentów i uczniów klas starszych, również rodziców, dyrekcję, nauczycieli. Bo w końcu właśnie oni, a nie krytycy reformy, mają kształtować swoje dorosłe życie w oparciu o wiedzę zdobytą w szkołach polskich.

Romuald Lebedek