Pismo Związku Polaków na Łotwie

W tym numerze:
Nr 2 (80) 2007

Licznik odwiedzin

Ekskluzywny reportaż z Malty dla "Polaka"!

Powieść o tym, jak "ciężko" żyją nasi studenci zagranicą

"Więc... jeszcze dwa kroki i zostawię zimę oraz śnieg, który poprószył dopiero parę dni temu" - tak pomyślałam przed ryskim lotniskiem 2 lutego. Powiedziałam mamie i tacie "Do zobaczenia" i odważnym krokiem wstąpiłam na schodki do samolotu, który miał przenieść mnie najpierw do Londynu, a później do Malty - miejsca, które stanie się moim domem na całych sześć miesięcy.

Wspólna kolacja z Włochami i Japończykami. Codziennie gotowaliśmy tradycyjne dania każdego państwa. Kuchnia japońska jest najlepsza.

Czy napisałam "odważnym krokiem"? Oczywiście, że skłamałam. Przypominam sobie tę chwilę, kiedy zobaczyłam zawiadomienie o tym, że w programie "Erasmus" rozpoczyna się konkurs na sześciomiesięczne studia w innym państwie... Staram się przypomnieć, czy w moim skłonnym do przygód umyśle zrodziło się jednak zwątpienie, czy pojawiła się chociażby jedna myśl zmuszająca do zastanowienia się - czy uczestniczyć w tym konkursie, czy też nie... Po prostu wypełniłam formularz i koniec. Dopiero wtedy zdałam sobie po raz pierwszy sprawę, ile problemów będę miała, wyjeżdżając na 6 miesięcy do państwa, o którym przedtem wiedziałam tylko tyle, na ile różne czasopisma reklamowały je na czas lata, kiedy było już za późno cokolwiek zmieniać. Umowa już została podpisana, a więc żadnych możliwości cofnięcia decyzji już nie było.

Nabrałam kilka razy głęboko powietrza i pomyślałam - nic się ze mną nie stanie. Może jedynie zostanę okradziona w Londynie (ponieważ moja podróż prowadzi przez Londyn, gdzie muszę zanocować), później na pewno będę miała problemy na lotnisku (bo zawsze je mam), a na Malcie na pewno nie będę wiedziała, jak dotrzeć do miejsca, gdzie planowałam mieszkać, a nawet jak się kogoś zapytam o drogę, to prawdopodobnie zrozumiem nieprawidłowo i zajadę nie wiadomo gdzie, ale na pewno do jakiegoś bardzo strasznego miejsca, z którego nie będę potrafiła już nigdy wyjść. A nawet jak mi uda się, to nie będę rozumiała nic, co do mnie mówią ludzie w języku angielskim z maltańskim akcentem. Na lekcjach na pewno będę się czuła najgłupszym człowiekiem pod słońcem, nie zdam egzaminów, więc będę miała wiele problemów po powrocie do domu.

Pierwsza wycieczka do La Valetty. Od lewej reprezentowane są: Polska, Włochy, Stany Zjednoczone, Łotwa (w mojej osobie), Niemcy; na dole dziewczyny z Włoch i Stanów Zjednoczonych.

Jednak pojechałam. Czy żałowałam tego? Nie. Czy było mi ciężko porozumieć się jedynie i wyłącznie w języku angielskim? Tak i nie. Oczywiście, nie mogłam posługiwać się tym językiem aż tak dobrze, żeby pisać wiersze i poematy, ale dogadać się mogłam. Zresztą nawet teraz, po upływie 5 miesięcy, pisząc w języku angielskim prace dla uniwersytetu, potrzebuje więcej czasu niż zwykle. Zauważyłam również, że czasem formułuję w podświadomości swoje myśli po angielsku.

A więc przetrwałam 5 miesięcy i przyznam, że miałam wiele radosnych chwil - poznałam studentów z całego świata, ze wszystkich kontynentów (z wyjątkiem Antarktydy) i... zrozumiałam, że w całym wszechświecie ludzie w wieku 20-30 lat są zaskakująco podobni do siebie. Dziewczyna z Japonii poświęca na swój wygląd nie mniej czasu, aniżeli dziewczyna z Australii, studenci z różnych państw jednakowo się zakochują i podobnie cierpią w razie nieszczęśliwej miłości. Młodzież jednakowo się martwi z powodu "przepuszczonych" pieniędzy na ostatniej dyskotece i tak samo się zarzeka rozpocząć od poniedziałku życie pilnego studenta. I proszę mi wierzyć - student Uniwersytetu Łotewskiego w podobny sposób jak student z Nigerii solennie sobie przyrzeka nie pisać w następnym semestrze pracy w ostatnim tygodniu przed terminem.

La Valetta w ozdobie świątecznej - Łotwa (w mojej osobie) wraz ze studentami z Polski, Australii, Stanów Zjednoczonych, Włoch i Francji.

Na szczęście trafiłam na bardzo ciekawe lekcje, więc uczyłam się z entuzjazmem i pozostawało mi jeszcze sporo czasu, by zapoznać się z bogatą historią i zabytkami tego państwa. Zadałam sobie trudu i w pierwszych miesiącach zwiedziłam wszystko, co warte było obejrzenia - najstarsze świątynie na świecie, przepiękne kościoły, sady i małe miasteczka nad morzem. Więc teraz mogę odpoczywać na plaży, oddychać śródziemnomorskim powietrzem, kąpać się w ciepłej i bardzo słonej wodzie i oczywiście koncentrować się na nauce. Za kilka tygodni minie naturalna przecież obawa przed egzaminami i mój pod każdym względem pomyślny pobyt na Malcie stanie się jeszcze bardziej atrakcyjny.

Już teraz wiem, że na pewno będę tęskniła za Maltą, za nowymi przyjaciółmi, za takim życiem, za tymi uliczkami, w których zawsze się gubię... Zresztą - za wieloma rzeczami. Jestem przekonana, że dobrze zrobiłam, wykorzystując szansę przyjazdu na Maltę, ponieważ boimy się zazwyczaj tylko rzeczy nieznanych. Gdy je już poznamy - zaczynamy rozumieć, że świat i ludzie w nim są lepsi, niż myśleliśmy wcześniej. Jest to bardzo ważna maksyma obowiązująca każdego człowieka, warto jest więc zaryzykować, aby utwierdzić się w tym przekonaniu.

Marina Korżeniewicz

Podczas jednej z wycieczek krajoznawczych wraz z kolegą i koleżanką z Włoch oraz koleżanką z Finlandii.