Pismo Związku Polaków na Łotwie

Droga od Rzeżycy do Rygi

Zaskakująco szybko przepołowiła nam się kolejna dwulatka Związku Polaków, w ekspresowym tempie przemierzyliśmy drogę od ostatniego Zjazdu Sprawozdawczo-Wyborczego w Rzeżycy do Konferencji Związku w Rydze, która ma dokonać bilansu na półmetku. Oddziały ZPŁ już podsumowały wyniki swojej działalności we własnym zaścianku, są jednak wydarzenia i problemy o znaczeniu ogólnozwiązkowym, które dotyczą całej Polonii łotewskiej i powinny być omówione na Konferencji.

W Rydze prawdopodobnie zostaną odnotowane takie doniosłe wydarzenia roku minionego, jak uroczyste obchody Światowego Dnia Polonii i Polaków za Granicą w Dyneburgu z udziałem delegacji Senatu RP, z Marszałkiem Bogdanem Borusewiczem na czele, otwarcie po dłuższym remoncie Domu Polskiego w Dyneburgu, obchody Święta Niepodległości Polski w Jelgawie itd. Pewne zaszłości jednak albo uszły uwagi władz Związku albo są przez nie lekceważone. Może warto te sprawy zaakcentować konkretnie i rzeczowo w szerszym gronie?

Nierozwiązanym przez dłuższy już czas problemem wydaje się być przełożenie na praktyczny język zapisu statutowego o szkolnictwie polskim na Łotwie. Dbanie o szkoły polskie ZPŁ uważa za najważniejszy odcinek swojej działalności, i słusznie. Związek inicjuje powstanie szkoły polskiej, interweniuje, gdy szkoła znajdzie się w tarapatach. Są jeszcze trzy sprawy, które nie tylko ZPŁ, lecz całej Polonii leżą i powinny leżeć na sercu - ogólny poziom nauczania, polski mikroklimat w szkole o przymiotniku polska i problem rekrutacji uczniów. Model współpracy Związku ze szkołą na tym właśnie odcinku nie został opracowany zaś po samolikwidacji instytucji pełnomocnika ds. szkolnictwa utracona została złączka między ZPŁ a szkołą polską. Problem również w tym, że ZPŁ ma być w dialogu ze szkołą partnerem kompetentnym, z wyraźnie zarysowaną granicą swoich uprawnień. Czy jest dziś takim partnerem?

Powyższe pytanie rodzi kolejne - o potencjał ZPŁ. Jestem daleki od poddawania w wątpliwość zasobu intelektualnego całej organizacji, jednak faktem oczywistym jest zobojętnienie sporej, ba - przeważającej części naszej inteligencji dla życia polonijnego w ramach ZPŁ. I trudno się dziwić temu, że tylu lekarzy, prawników, dziennikarzy, naukowców i biznesmenów jest poza Związkiem - kto chce marnować swój czas i pogrążać się w atmosferę mdłych i nieproduktywnych dyskusji, odżywających czas od czasu dawnych waśni i żalów, niekończących się dygresji historycznych. Brak atrakcyjnych form działalności i styl pracy Związku zniechęcają również młodzież, a mamy naprawdę wspaniałą, wykształconą młodzież, o czym można było się przekonać na spotkaniu z członkami Związku Młodych Polaków Łotwy 3 marca br.

Bez dopływu "świeżej krwi", bez zaangażowania Polonii pozazwiązkowej i zbudowania mostu dla młodzieży ZPŁ pozostanie organizacją o ambicjach niewykraczających poza spotkania koszyczkowe, upodobni się do rezerwatu, do parku jurajskiego.

Wciąż jeszcze nie powołano w miarę rozgarniętego łącznika ZPŁ w Asocjacji Towarzystw Mniejszości Narodowych Łotwy im. Ity Kozakiewicz, zaś konsekwencją zlekceważenia wyborów do Zarządu Asocjacji jest brak przedstawiciela ZPŁ we władzach organizacji, w której właśnie ZPŁ mógłby dzierżyć prym. Po odejściu Ukraińców ZPŁ reprezentuje obecnie najliczniejszą mniejszość narodową w Asocjacji, nie ma już jednak wpływu na podejmowane w niej decyzje. Dobrze jeśli te decyzje nie kolidują z interesem Związku. Jeśli jednak jest inaczej? Wiemy przecież wszyscy o eskalującym konflikcie Asocjacji z Sekretariatem ds. Integracji Społeczeństwa, o którym ostatnio obszernie donosiła "Latvijas avize".

Taki łącznik mógłby pełnić jednocześnie funkcję rzecznika prasowego ZPŁ, którego Związek również nie kwapi się ustanowić. A przecież funkcjonowanie w stolicy państwa osoby, uprawnionej do zabierania głosu w imieniu całego Związku, jest absolutnie konieczne, zważywszy zwłaszcza fakt trwałej nieobecności w Rydze prezesa i dwóch wiceprezesów.

Jest dużo innych problemów czekających na rozwiązanie, najważniejszy wśród nich, to Dom Polski w Rydze. Nie tylko dla ZPŁ - również dla "Młodych Polaków". Młodzież musi mieć swoje lokum nie tylko do pracy, lecz rozrywek.

I w końcu ciekaw jestem, czy ktoś zdobędzie się na krytyczną ocenę naszych mediów polonijnych, przedstawi oczekiwania czytelników, słuchaczy, widzów i... wskaże sposoby ich zaspokojenia.

Mam nadzieję, że na Konferencji nie zabraknie konstruktywnej i rzeczowej dyskusji zaś delegaci tym razem nie będą się czuli skrępowani obecnością gości.

Romuald Lebedek