Pismo Związku Polaków na Łotwie

Z "Jutrzenką" do Polski i Czech

Ale ten czas leci! Już miesiąc minął od czasu, kiedy wróciliśmy z tej wspaniałej podróży po Czechach i Polsce, a dopiero teraz zabrałam się do obiecanego artykułu. Nie tylko o "natchnienie" tu chodzi, ale też o to, jak ująć w sztywne ramki słowne te uczucia i odczucia, których doznaliśmy przemierzając autokarem tereny jakże różniące się od naszych nie tylko ukształtowaniem i klimatem lecz także historią, która to nakłada swoje piętno na wszystkie dzieła rąk ludzkich zabytkami zwanych i będących zazwyczaj i przede wszystkim przedmiotem zwiedzania, podziwiania i chwalenia się wszystkich wybierających się w dalszą podróż.

Wrocław, Rynek, Ratusz

Mnie zaproponowano ten wyjazd po prostu dlatego, że były wolne miejsca, a tak naprawdę to jechał polski chór JUTRZENKA z Rzeżycy z występem gościnnym do Polski.

Zwiedziliśmy Wrocław – to była (przynajmniej dla mnie) lekcja historii i pokory. Niezbyt lubiane przeze mnie miasto, kojarzące się z niemieckością, trochę ciężkie w odbiorze wzrokowym, okazało się pełne polskich pamiątek, posiadające przepiękną architekturę, a spotkanie z rodziną mieszkającą parędziesiąt kilometrów za miastem nadało wszystkiemu ciepłą oprawę swojskości.

Następnym punktem podróży była Praga, stolica Czech. Słyszało się to i owo o tym, że to jest piękne miasto ale to, cośmy zobaczyli, przeszło wszelkie oczekiwania. Zresztą już sama jazda z Wrocławia do Pragi była niezłą lekcją topografii, zakładaliśmy się, kto pierwszy zobaczy góry, a różnicę poziomów terenu dało się odczuć nawet w uszach. W ten sposób zostaliśmy przygotowani na to, cośmy zobaczyli po przybyciu na miejsce – piękno skoncentrowane, według stwierdzenia jednego z uczestników naszej podróży to, co się widzi na przykład w Polsce rozrzucone w przestrzeni, tu jest zebrane na terenie Starówki jednego miasta. Powiedziałabym więcej – nie tylko w Polsce, lecz i w całej Europie. Skandynawskie obnażenia skalne, górskie krajobrazy, wspaniałe kościoły i pałace, architektura utworzona ręką ludzką i Bożą – harmonia przyrody z cywilizacją, lekcja estetyki i etyki! Szkoda, że mieliśmy tak mało czasu, w końcu wyszło na to, że to była "podróż reklamowa", zachęcająca do ponownego odwiedzenia tego miasta, żeby bez pośpiechu PRZEŻYĆ GO raz jeszcze.

Wrocław. Most Grunwaldzki na Odrze

I znów do Polski. Jakże gościnnie podejmowano nas w Cieszynie, gdzie największą atrakcją była jazda wyciągiem na Czantorię, a wieczorem kąpiel w górskim potoku i uczta przy ognisku i wszystko to na wysokości niewiele poniżej jednego kilometra nad poziomem morza co dla nas, równinno-nizinnych szczurów, było dodatkowym przeżyciem. Wszystko to, łącznie ze zjazdem do kopalni soli w Wieliczce następnego dnia było wspaniałą lekcją geografii.

No a ostatnie dwa dni to była jedna ciągła lekcja historii i wychowania patriotycznego: Kraków, Częstochowa, Jasna Góra – wszak na samo wspomnienie o tych świętych dla każdego Polaka miejscach każde polskie serce zaczyna rosnąć i bić jak dzwon Zygmunta. Ale są i mniej znane miejscowości, jak np. właśnie Święta Puszcza, gdzie mieliśmy nocleg w ośrodku rekolekcyjnym, w ciszy, u podnóża gór, zdaje się tak blisko Boga, że starczy wejść na pobliską górę, żeby Go dosięgnąć... A zając czmychający prawie spod nóg kolejny raz sprawia, iż zaczynasz się zastanawiać, jak blisko siebie żyjemy my i nasi bracia zwierzęta, jak ich nazywał Św. Franciszek.

Wrocław, panorama miasta

A chór? O, to była ciągła wspaniała lekcja muzyki. Chór śpiewał w zabytkowej kaplicy w Cieszynie, gdzie dźwięk zdaje się wypełniał całą przestrzeń i wchodził do wnętrza słuchaczy, uświetnił swym śpiewem liturgię Mszy świętej w Olsztynie w Sokolich Górach, a na zakończenie zaśpiewał w ogrodzie po Jasną Górą, gdzie takie koncerty są tradycją. Tyle koncerty, a przecież w ciągu całej podróży w autokarze rozbrzmiewał śpiew i już nie tylko pieśni "programowych", ale i tych ludowych, popularnych, "szemranych"...

Czy słyszeliście znane łotewskie piosenki w wersji łatgalskiej? A "Czarną Panterę" w naprawdę dobrym, zgranym wykonaniu? Jeżeli nie, to wielka szkoda! Przyjaźń i podróżowanie z JUTRZENKĄ pomogą wam wypełnić tę lukę, przysporzą wiele miłych wrażeń podnosząc na duchu i dodając nawet sił fizycznych, ponieważ podróżowanie w takim upale, jaki panował wówczas było prawdziwą lekcją przetrwania. A JEDNAK SIĘ DAŁO! Kiedy następny raz?

Helena Bagieńska