Pismo Związku Polaków na Łotwie

R. Lebedek

XIV Forum Mediów Polonijnych Tarnów – Olsztyn 2006

"Warmia i Mazury to region pełen uroku, czaru i osobliwości a przede wszystkim region o zniewalającej przyrodzie. Równiny, wysokie wzniesienia, pola usiane setkami głazów oraz srebrzyste jeziora, liczne rzeki, strumienie i kanały, które łącząc się tworzą gigantyczną sieć wodną. To tereny, gdzie królują polodowcowe pagórki, urocze zagajniki i ogromne leśne kompleksy, w których ludzkie osady oddalone są od siebie o wiele kilometrów"

Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego

5 – 13 września br. odbyło się w Tarnowie – Olsztynie kolejne XIV Światowe Forum Mediów Polonijnych z udziałem prawie 130 dziennikarzy i redaktorów z ponad 20 państw świata (W. Brytanii, Francji, Belgii, Niemiec, USA, Kanady, Serbii, Grecji, Libanu, Litwy, Łotwy, Ukrainy, Rosji, Kirgizji, Mołdowy itd.). Celem tych spotkań jest przybliżenie mediom polonijnym polityki zagranicznej Rządu Rzeczypospolitej Polskiej w stosunku do Polonii i Polaków za Granicą, zaznaczenie roli mediów w kreowaniu pozytywnego wizerunku Polski za granicą, promocja poszczególnych regionów Polski. Forum oferuje również zajęcia warsztatowe w grupach tematycznych dla prasy, radia i telewizji, jest poza tym wspaniałą okazją dla uczestników do nawiązania osobistych kontaktów, wymiany doświadczeń.

Organizatorem spotkań jest Małopolskie Forum Współpracy z Polonią, patronat honorowy sprawuje Marszałek Senatu RP, Minister Spraw Zagranicznych, Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Wojewoda Małopolski oraz władze promowanego województwa – w tym roku był to Marszałek Województwa Warmińsko – Mazurskiego.

Wzorem poprzednich spotkań również w tym roku Forum składało się z dwóch etapów – z "części małopolskiej" i "części krajoznawczej" czyli bardzo nasyconego wojażu po Warmii i Mazurach, którego punktem wyjściowym były... Pola Grunwaldu.

Pobyt na miejscu druzgocącej klęski Zakonu Krzyżackiego w 1410 roku pomógł uzmysłowić, do jakiej dzielnicy Polski goście Forum wkraczają – jest to teren historycznych Prus, zamieszkały początkowo przez bitny i waleczny naród bałtycki o tej samej nazwie, podbity i następnie zgermanizowany bądź unicestwiony przez sprowadzony w 1226 roku przez Konrada Mazowieckiego Zakon Szpitalny Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego, czyli ... po prostu "Krzyżaków". Obszar obecnego województwa warmińsko – mazurskiego był częścią potężnego państwa tegoż Zakonu, które w 1466 roku po pokoju toruńskim podzielone zostało na Prusy Książęce – lenno Polski – i Prusy Królewskie, przyłączone do I Rzeczypospolitej. Scalone następnie w jeden organizm państwowy pod berłem Hohenzollernów Prusy przetrwały I. wojnę światową i po przegranym przez Polaków plebiscycie na Mazurach w 1920 r. weszły w skład Republiki Weimarskiej i następnie III Rzeszy, aż w roku 1945 zostały wymazane z mapy politycznej.

Ta szczypta historii pomoże lepiej zrozumieć historyczno-kulturalny krajobraz Warmii i Mazur, na którym żywioły germański i słowiański nie tylko boleśnie ścierały się lecz również współżyły przez stulecia, ułatwi recepcję architektury starówek Olsztyna i Elbląga, Fromborka i innych uroczych miast i miasteczek, osadzonych w zieleni i błękicie otaczających je, lasów, łąk i jezior. Pomoże oswoić się z murem pruskim (umiejętnie naśladowanym w architekturze współczesnej, np. hoteli) i tak licznymi tu zamkami krzyżackimi – leżącymi w złowieszczych gruzach lub pięknie odrestaurowanymi.

Właśnie na Mazurach armia carska gen. Samsonowa poniosła straszliwą klęskę (93 tys. jeńców) w starciu z wojskiem niemieckim w 1914 roku, zaś kilkadziesiąt lat później niejaki A. Hitler kazał założyć w Gierłożu swój "Wilczy Szaniec" – ponurą żelbetonową kwaterę, której ruiny do dziś stanowią jedną z największych atrakcji turystycznych tego regionu.

Trudno jest powiedzieć, co w tym przygranicznym regionie Unii Europejskiej na ziemi polskiej wywarło największe wrażenie – historia czy współczesność, architektura czy krajobrazy. A może roztropność niektórych miasteczek i gmin w zdobywaniu środków unijnych i ich zaradnym wykorzystaniu? Przyznam się, że również to zrobiło duże wrażenie, bo wiem na przykład, jak wyglądały Bartoszyce w Polsce Ludowej w latach 80. Nie mniejsze wrażenie robiło wyważone i nieskrępowane naświetlanie historycznych i obecnych relacji polsko-niemieckich czy dziejów mniejszości ukraińskiej na terenie województwa przez przewodników, władze samorządowe i wojewódzkie oraz profesorów Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

Frombork – drugie po Olsztynie miejsce dłuższego postoju trzech autokarów z uczestnikami Forum na Warmii – zafascynował nie tyle swoją piękną katedrą i donośnymi organami (nasza Katedra Ryska w końcu też nie ułomek) czy nawet faktem przebywania w jej murach wielkiego Mikołaja Kopernika ile intrygą pośmiertną autora dzieła "O obrotach stref niebieskich", mianowicie lokalizacją i identyfikacją jego szczątków. Otóż znalezione w 2005 roku w Katedrze Fromborskiej przy ołtarzu św. Krzyża, przy którym służył Kopernik, szczątki kostne mężczyzny w wieku ok. siedemdziesiątki, tzn. w wieku, w którym wielki astronom zmarł, nie można było jednoznacznie zidentyfikować jako szczątki Kopernika. Mimo iż dokonana w policyjnym laboratorium kryminologicznym rekonstrukcja czaszki wykazywała duże podobieństwo do zachowanych portretów. Postanowiono zatem odszukać grób wuja Kopernika, biskupa warmińskiego Łukasza Watzenrode i porównać próby struktury genetycznej, czyli DNA. Ale miejsce przypuszczalnego pochówku wuja okazało się być wypełnione trumnami zmarłych kanoników. Poza tym w krypcie znaleziono nowe zamurowane a nieznane dotąd przestrzenie. A więc archeolodzy i inni specjaliści mają zatrudnienie w Katedrze Fromborskiej co najmniej do końca 2007 roku.

Frombork (prawa miejskie otrzymał w 1310 roku) – to przede wszystkim Katedra, Kopernik i bardzo ciekawa lokalizacja nad Zalewem Wiślanym. Posiada duże możliwości rozwoju turystyki wodnej. Na razie jednak bezrobocie na terenie Fromborka i gminy (razem nieco ponad 3,8 tys. mieszkańców) wynosi, o zgrozo, ok. 40 proc. Na tak niekorzystną statystykę rzutuje przede wszystkim bezrobocie w osadach dawnych PGR' ów.

Następnie droga prowadziła do Bartoszyc. Koleżanki i koledzy głośno zastanawiali się, dlaczego gospodarze wiozą nas do tej "dziury". Tym bardziej że widok niektórych, mijanych po drodze budynków mieszkalnych i gospodarczych, a i sama droga przypominały naszą Łatgalię. Miłym zaskoczeniem była jednak konferencja prasowa z merem miasta i krótki spacer po starówce. Władze Bartoszyc upatrują swoją szansę przede wszystkim w lokalizacji miasta jako wschodnich wrót Unii Europejskiej. Pieniądze uzyskane z Brukseli miasto zainwestowało w odnowienie swojej starówki. Historyczne centrum miasta prezentuje się teraz bardzo sympatycznie, wszak odnawianie i konserwacja budynków jest "polską specjalnością". Bartoszyce – miasto powiatowe liczące obecnie ponad 20 tys. mieszkańców – jest o 40 lat młodsze od Rygi, bo wymienia się po raz pierwszy jako osada przy zamku krzyżackim już w 1240 roku. Miasto ucierpiało nie tylko wskutek działań wojennych i ogólnej stagnacji regionu w okresie powojennym, lecz również maruderstwa władz centralnych. Otóż w tzw. "okresie błędów i wypaczeń" rozebrano kilka budynków z rzadkiej czerwonej cegły, którą przeznaczono na odbudowę Warszawy, pozbawiając w ten sposób Bartoszyce unikalnych zabytków historycznych. Mieszkańcy miasta do dziś mają żal do stolicy.

W Bartoszycach (przez roztargnienie chyba) udzieliłem wywiadu dla radia lokalnego. Sympatyczna koleżanka chciała dowiedzieć się nieco więcej o Łotwie i jej Polonii.

Kolejny etap podróży – to XIV -wieczny zamek Ryn. Jest to druga co do wielkości po zamku w Malborku tego typu gotycka budowla w Polsce. Zamek został zbudowany w 1377 roku i był stolicą samodzielnego komturstwa. Zamek leży w samym sercu Mazur, otoczony pagórkowatym, pofałdowanym terenem i licznymi jeziorami. Walory turystyczne Rynu zostały dostrzeżone jeszcze w okresie międzywojennym, obecnie zaś pięknie odrestaurowany zamek otworzył swe podwoje 6 sierpnia br. – jako czterogwiazdkowy hotel "Ryn" (143 pokoje jedno-, dwu– i trzyosobowe) i Mazurskie Centrum Kongresowo-Wypoczynkowe.

Goście Forum zostali przywitani przez "pierwszego komtura" zamku – Fryderyka von Wallenroda, "białą damę" i liczne rycerstwo, giermków. Zamek, mimo że w swojej długiej historii pełnił różne funkcje a obecnie jako hotel jest naszpikowany techniką i wyposażeniem bytowym XXI. wieku, nie utracił swojej aury "zamku krzyżackiego". Dla tych, kto chce zanurzyć się w atmosferę "Krzyżaków" H. Sienkiewicza, Ryn i Mazury są odpowiednim miejscem.

W zamku odbyła się w dniu następnym ciekawa wystawa "Wektory rozwoju: Warmia i Mazury' 2006" oraz konferencja prasowa z udziałem władz wojewódzkich oraz profesorów Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie – Andrzeja Staniszewskiego i Zbigniewa Anculewicza. Konferencja była syntetycznym ujęciem historii regionu, począwszy od okresu międzywojennego oraz zaznaczeniem roli mediów lokalnych (zwłaszcza "Gazety Olsztyńskiej") w kreowaniu wizerunku Warmii i Mazur.

Następnie droga prowadziła wprost do Krainy Wielkich Jezior Mazurskich – do Giżycka. W mieście zachowały się ruiny zamku z XIV-XVI wieku oraz twierdza Boyen z XIX wieku, nosząca imię pruskiego generała Hermana von Boyena. W twierdzy odbyła się kolejna konferencja prasowa władz miejskich (powoli uczestnicy zaczynali szemrać) aż wreszcie zobaczyliśmy największe bogactwo tej dzielnicy – jeziora.

Dla mieszkańców Łotwy jeziora nie są wprawdzie specjalną rewelacją – większe lub mniejsze występują na terenie całego naszego państwa, zwłaszcza w jego wschodniej części – Łatgalii, przypominającej krajobraz Mazur. Jednak jeziora mazurskie są w stanie oczarować nawet Finów, tłumnie tu przyjeżdżających, stanowią bowiem cały zespół Wielkich Jezior, połączonych licznymi kanałami. Takich na Łotwie nie ma.

W czasie trzygodzinnego przejazdu stateczkiem z Giżycka do Mikołajek Jeziora Mazurskie jawiły się gościom Forum w całej swojej okazałości i krasie. Przeboje marynarskie i żeglarskie w wykonaniu niestrudzenie przygrywającej podczas podróży kapeli szantowej uzupełniały niepowtarzalny, trochę sentymentalny nastrój otoczenia – w połowie września jachty na Mazurach powoli zwijają żagle, kończy się sezon, nie jest tak tłoczno i gwarno, jak latem. Być może dlatego załogi pojedynczych mijanych w kanałach jachtów szczerze odwzajemniały uśmiechy i pozdrowienia, również stojący na brzegu małomówni na ogół wędkarze.

Po przybyciu do Mikołajek i krótkim spacerze po mieście goście nie uniknęli kolejnej konferencji prasowej z władzami lokalnymi. I znowu byłem mile zaskoczony śmiałą, szeroką wizją swojego miasta, przedstawianą przez kolejnego mazurskiego burmistrza. Również Mikołajki roztropnie spożytkowały fundusze unijne: władze, według własnych słów, "utopiły je w szambach", czyli przeznaczyły na skanalizowanie miasta i oczyszczalnie ścieków.

Początkowo skromna wieś rybacka, odnotowana na kartach historii po raz pierwszy w 1444 roku, Mikołajki (nieco ponad 4 tys. mieszkańców) są dziś Mekką żeglarzy polskich i zagranicznych, bazą wypadową do wycieczek po jeziorach mazurskich i pięknej okolicy. Miasto i gmina posiadają liczne hotele (dominuje gigant "Gołębiewski") i kwatery prywatne o bardzo dużej rozpiętości cen. Latem praktycznie nie ma bezrobocia – miasteczko żyje z turystyki. Gorzej jest po sezonie, gdy pustoszeją jeziora i hotele.

Atrakcją pobytu gości w Mikołajkach była kolacja i wieczór artystyczny "Kapusta z grochem" w pobliskich Woźnicach – znowu zameczek krzyżacki, znowu przebrani rycerze zakonni i... lokalny ukraiński zespół ludowy (Ukraińcy stanowią najliczniejszą mniejszość na Mazurach (ok. 80 tys.), znaleźli się tu po przymusowym przesiedleniu z Bieszczad w 1947 roku w ramach akcji "Wisła", potępionej przez parlament III RP). Dźwięczne ukraińskie "dumki" wyzwoliły u dwóch panów – redaktorów polonijnych zza Bugu – "żal za zieloną Ukrainą", dołączyli więc do artystów na scenie, wzmacniając ich występ zaskakująco melodyjną wokalistyką i nienagannym ukraińskim. W efekcie "Kapusta z grochem" została przyrządzona przez polskich Ukraińców i ukraińskich Polaków.

Podróż po gościnnych Warmii i Mazurach nieuchronnie zbliżała się ku końcowi. W przedostatnim dniu pobytu w Mikołajkach chętni i bardziej odważni mogli wziąć udział w I Regatach Dziennikarzy Polonijnych – Mikołajki' 2006, dla pozostałych zarezerwowano rejs stateczkiem po Jeziorze Śniardwy. Jest to największe jezioro w Polsce o powierzchni 10 660 ha, czyli 106,6 km2 (dla porównania – największe jezioro na Łotwie – Lubanas ezers – ma powierzchnię 82,1 km2). Po regatach – przejazd do Mazurskiego Parku Narodowego, położonego tuż za Mikołajkami na brzegu Jeziora Mikołajskiego... i kolejna konferencja prasowa. Natomiast późnym popołudniem odbył się wieczór żeglarski "A hoj, stary druhu!". Był to w rzeczywistości wieczór pożegnalny gości Forum z pięknymi Warmią i Mazurami, z ich gościnnymi mieszkańcami, z Polską.

Na Warmię i Mazury przybywa corocznie ok. 5 mln turystów, w tym ok. 800 tys. zagranicznych. Ponad 75 proc. turystów zagranicznych stanowią Niemcy, coraz liczniej jednak przyjeżdżają Czesi, Francuzi, Włosi, Rosjanie, Holendrzy. Ta urocza dzielnica – "zielone płuca Polski" – o historii podobnej do dziejów Łotwy i krajobrazie przypominającym naszą Łatgalię, z pewnością zasługuje na uwagę naszych turystów, zwłaszcza naszych Polaków.

Organizatorom XIV. Forum, jego mecenasom i gospodarzom, zwłaszcza Prezesowi Zarządu Małopolskiego Forum Współpracy z Polonią, Panu Stanisławowi Lisowi, który niestrudzenie towarzyszył gościom przez całe Forum, dziękuję za odsłonięcie uroków ziemi warmińsko-mazurskiej.

PS. Ze zdumieniem przeczytałem na stronie internetowej Urzędu Marszałkowskiego Województwa Warmińsko-Mazurskiego (www.warmia.mazury.pl), iż "obszar Warmii i Mazur jest jedynym regionem Unii Europejskiej graniczącym z Federacją Rosyjską". Co w takim razie z państwami bałtyckimi, które przystąpiły do UE wraz z akcesją Polski w roku 2004? Każde z nich ma granicę lądową z Rosją, Finlandia zresztą również. Frombork też wyznaczył na własnym terenie granicę wodną UE pisząc, iż "tu z kolei kończy się wodna granica Unii Europejskiej". Od północy z obwodem kaliningradzkim graniczy Litwa – również państwo unijne, zaś dalej na północy Estonia i Finlandia mają granicę wodną z Federacją Rosyjską w Zatoce Fińskiej.

Drodzy Państwo, z całym szacunkiem, ale na Polsce nie kończy się ani Unia Europejska ani tym bardziej Europa.